Niedziela na serio

Twoja kondycja

4 września 2021 0 komentarzy

Ewangelia

wysłuchajmy niedzielnej Ewangelii z 5 września, w kalendarzu liturgicznym jest to XXIII niedziela zwykłą roku B. Jest to fragment z ewangelii wg św. Marka (7, 31-37):

Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: «Effatha», to znaczy: Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I przepełnieni zdumieniem mówili: «Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę».

Mk 7, 31-37

Kłopoty z nawigacją

Pierwsze zdanie szokuje kogoś, kto zna topografię Ziemi Świętej. Otwórzcie, jeśli możecie, mapę, którą macie w Piśmie Świętym i znajdźcie Tyr i Jezioro Galilejskie. To punkt wyjścia i dojścia Pana Jezusa. A teraz poszukajcie Sydonu i krainę Dekapolu… Tak, żaden GPS nie wyznaczyłby takiej trasy z Tyru nad wskazane jezioro.

Po drugie kraina Dekapolu, to ta, z której w 5 rozdziale markowej ewangelii grzecznie Jezusa wyproszono, by się tam nie pokazywał (Mk 5, 17), bo stado świń w efekcie Jezusowego działania utopiło się w wodach jeziora. Ważnym szczegółem jest ten, że uwolniony wtedy od złego ducha człowiek:

poszedł i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus mu uczynił, a wszyscy się dziwili

Mk 5, 20

Zatrzymajmy się w tym miejscu biblijnego przekazu i odnieśmy to do naszej sytuacji. 

Nowe otwarcie

Początek września jest dla nas jakimś nowym otwarciem. Po wakacyjnym rozprężeniu wracamy do naszych zwyczajnych aktywności, trybu szkolno-pracującego. To zawsze szansa na to, by coś inaczej, lepiej poukładać, by znów dać sobie szansę na zmianę, na rozwój. Kolejna taka szansa będzie wraz z początkiem roku liturgicznego, potem kalendarzowego, potem wraz ze środą popielcową – i tak to nasze życie kręci się wokół tego, że Pan Bóg ciągle daje nam impuls do zmiany; ciągle daje nam możliwość, szansę by podjąć decyzję i ruszyć nawet jeśli poprzednim razem się nie udało. To tak, jak ten Pan Jezus idący naokoło do Galilejskiego jeziora. Czyli do miejsca, gdzie jest woda, słodka woda, piękna roślinność, praca, relacje, gdzie toczy się życie. Jezus chce tam dotrzeć wraz ze mną i to ze względu na mnie wędruje po tych wszystkich miastach, krainach idąc do Galilei, czyli tej krainy, która wyróżnia się na tle okolicznych, bo tętni życiem, jest żyzna, ma dostęp do pitnej wody.

Warto zatrzymać się w tym miejscu i dostrzec tę dobroć Pana Boga. Nie po to, by mówić: „skoro tak, to mam jeszcze czas na zmianę” – to byłoby bardzo buńczuczne, wystawiające Pana Boga na próbę, ustawiające mnie w centrum, a nie Stwórcę. Jeśli chłopak ciągle zwleka z zaręczynami, widząc, że dziewczyna jest chętna do małżeństwa, to może w końcu ją stracić, bo ileż można czekać…

Warto się zatrzymać i zobaczyć jak ja na tę dobroć Pana Boga odpowiadam, jak wygląda moja praca nad sobą. Przecież Pan Bóg złożył we mnie spory potencjał możliwości: intelektualnych, społecznych, duchowych… co z nim robię, jak gospodaruję, rozwijam? Odwołując się do przypowieści o talentach może ten swój potencjał pomnażam, a może go zakopałem i czekam bojąc się nie wiadomo na co?

Tym potencjałem jest też Wasze małżeństwo, rodzicielstwo. Tu też macie wiele okazji, by pchnąć je na wyższy poziom miłości, wzajemnego zrozumienia, przebaczania sobie, prowadzenia Waszych dzieci w dojrzałość. Ważne, by samemu nie spocząć na laurach, ale konsekwentnie dbać o siebie i swoją rolę męża/ojca czy żony/matki. Nawzajem sobie pomagać, stymulować siebie, ale i przyjmować przynaglenia, że trzeba się ruszyć z miejsca, bo od 5 lat proponujemy dzieciom te same zabawy, a one przecież są o 5 lat starsze i wielkie klocki dla pięciolatków nie zainteresują dziesięciolatka.

Ponowne spotkanie

Jezus jest w stanie iść okrężną drogą, by spotkać mnie np. w moim Dekapolu, czyli krainie dziesięciu miast. Co to znaczy i jak mogę to odnieść do siebie? Czytam dziś ten Dekapol jako przestrzeń, w której jestem rozproszony na wiele różnych aktywności, myśli, sposobów bycia. Przestrzeń czy też stan, w którym brak jedności, gdzie ciężko się skoncentrować. Dzieje się tak zawsze, gdy z codzienności, z moich aktywności, relacji, pracy, małżeństwa, własnego pola widzenia wyrzucę Jezusa. Gdy powiem Mu wprost lub nie wprost, jak mieszkańcy Dekapolu, by odszedł z moich granic.

To może być ważny punkt w tej dzisiejszej Ewangelii do przemedytowania, zapytania Jezusa co On sądzi o mojej drodze z Nim. Czy moja obecna kondycja duchowa, psychiczna, małżeńska, rodzicielska, społeczna wskazuje na moje wewnętrzne rozproszenie się, czy na wewnętrzną spójność, której osią jest Jezus? Być może to moje „dziś” to Dekapol, z którego bardzo kulturalnie, ale wyprosiłem Jezusa. A może Wasze małżeństwo, rodzina, dom to Dekapol? Co w tym kontekście jest ważne?

Po pierwsze to, że Jezus przez ten Dekapol idzie, że to dla Niego etap w podróży do pełnej życia Galilei. Czyli nawet taki rozproszony czas w życiu, to tylko etap (warto w tym kontekście przypomnieć sobie, co poleca robić św. Ignacy w strapieniu duchowym). Wzrok warto wtedy (nie tylko wtedy) utkwić w cel i iść do przodu.

Po drugie to, że w Dekapolu jest ktoś, kto jest świadkiem uzdrawiającej mocy Jezusa. Ktoś kto chodząc tu i tam, mówiąc o swoim doświadczeniu przygotowuje grunt pod spotkanie z Jezusem. To świadectwo wiele znaczy, bo jak czytamy w Ewangelii, gdy Jezus przemierzał posiadłości Dekapolu:

przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę

Mk 7, 32

Przygotowani przez tego świadczącego o Jezusie człowieka wiedzą co zrobić, gdy pojawi się problem i gdy dostrzegą Jezusa. Trzeba ten problem do Jezusa przyprowadzić i pozwolić by Jezus się nim zajął.

Przyprowadź więc dziś do Jezusa swoje sprawy, tę swoją kondycję, formę Waszego małżeństwa. Przedstaw Mu je z wielką prostotą i poproś, by włożył na nie swoją rękę, by dotknął tych spraw. Daj sobie i Jemu ten tydzień, aby dobrze te sprawy rozważyć, pomodlić się nimi, spotykać z Jezusem w tym temacie, aby zobaczyć czy gdzieś tam nie wyprosiliście Jezusa z Waszego domu, a może tylko bierno-agresywnie tolerowaliście Jego obecność nie biorąc jej na serio? Niech to będzie pierwszym zadaniem wynikającym z niedzielnego słowa Bożego. Niech to słowo żyje w Tobie przez najbliższe dni.

Pięknej niedzieli

ks. Maciej Dalibor,
salwatorianin

Komentarze: 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.