Niedziela na serio

Podziel się

11 grudnia 2021 0 komentarzy

Reprezentacyjny strój

Mam nadzieję, że dobrze Wam było w reprezentacyjnym stroju Królestwa Niebieskiego w minionym tygodniu. Warto w ogóle przyzwyczaić się do niego, pamiętać, że ma się go stale na sobie. Więc po pierwsze mam tę moc, a po drugie mam zobowiązanie. Jedno i drugie mam do i wobec nadziei, i miłości. To dwie adwentowe świece, które zapaliliśmy w poprzednich tygodniach. Dziś dochodzi trzecia. Idźmy więc do niedzielnej liturgii słowa, by móc ją odkryć i właściwie umiejscowić w naszej codzienności. Link macie TUTAJ.

Modlitwa dnia

Być może zauważyliście, że korzystam często z tzw. kolekty. Nazywam ją modlitwą dnia, ponieważ powtarza się ona na początku Mszy Świętej, a także w brewiarzu, czyli oficjalnym modlitewniku Kościoła Katolickiego 😉 Nadaje ona kierunek, wprowadza jakąś tajemnicę, która ważna jest dla tego dnia czy nawet tygodnia. Często pomaga mi ona przeczytać Słowo Boże danego dnia. Spaja poszczególne fragmenty Pisma Świętego. Dziś odwołuje się ona do przebytej już przez nas adwentowej drogi. Modlimy się:

Boże Ty widzisz z jaką wiarą oczekujemy świąt

Za nami dwa tygodnie adwentu. Tygodnie, w których byliśmy ciągle zapraszani do życia nadzieją na wieczne szczęście i miłością praktykowaną tu i teraz. W tych dwóch postawach miała wyrażać się nasza wiara. One miały i nadal mają charakteryzować każdą naszą działalność. One wzajemnie od siebie się odpalają. Nadzieja uaktywnia miłość, która z kolei podsyca nadzieję. Razem dają więcej światła i ciepła, a także prowadzą do kolejnej postawy zapalając kolejną adwentową świecę. Finalnie zmierza to do pięknych świąt. Ważne, by już na tym etapie dostrzec tę zależność. Nasze, nieraz, marne świętowanie, zmęczenie, niechęć do rodzinnych spotkań bierze się z niezapalonych i niewypalonych adwentowych świec. Ciężko w pełni świętować coś, co oświetlają mi nadzieja, miłość i te dwie kolejne. Zaznaczam to mają być zapalone i wypalone w jakiejś mierze świece. Tu nie chodzi o to, żeby było ładnie. Tu chodzi o praktykę tych postaw, a to będzie rodziło we mnie np. zmęczenie. Tak jak palona czyt. używana świeca nie ma już swego pierwotnego kształtu, może i koloru, a i napisy czy obrazki, które na niej były pewno są już zniszczone, ale to nic, bo świeca dała blask, stworzyła klimat, dała poczucie ciepła tak, że cieplej zrobiło się na sercu, że łatwiej było się przytulić, porozmawiać, po prostu być razem… To jest właśnie atmosfera świąt – umieć być razem. Dzięki nadziei, miłości i tym dwóm kolejnym, potrafimy ze sobą być. One – praktykowane uczciwie, mimo że nas kosztują, powodują zmarszczki i siwe włosy, dają ciepło, tworzą klimat i pozwalają świętować.

Oczekiwać z wiarą

Kiedy już sami zachęciliśmy Pana Boga, by zweryfikował naszą dotychczasową drogę prosimy go:

Spraw, abyśmy przygotowali nasze serca
i z radością mogli obchodzić wielką tajemnicę naszego zbawienia

Słowa niedzielnej kolekty jakby dwa razy powtarzają to samo. Najpierw było „widzisz z jaką wiarą oczekujemy”, a teraz jest „abyśmy przygotowali”. Przecież przygotowujemy się przez wiarę i oczekiwanie. Nie jest to kościelna zabawa w słowa, ale ważna wskazówka, która oczekiwanie z wiarą wiąże z radością. To jest związek przyczynowo skutkowy: przygotowując serce (oczekując z wiarą) uruchamiamy radość. Bo ona jest kolejną adwentową świecą (zresztą nie mogłoby być inaczej w niedzielę gaudete, czyli radości). Wzbudzona w sercu nadzieja na wieczne szczęście, którego po części, niejasno doświadczamy już tu, na ziemi uruchamia w nas miłość. Dzielimy się nadzieją, która jest w nas z innymi, a to jest właśnie miłość – dać drugiemu to, co prawdziwie dobre dla niego. To z kolei zapala w nas radość.

W tzw. encyklice na cztery ręce pisanej w dużej mierze przez Benedykta XVI, uzupełnionej i danej światu przez Franciszka czytamy o tym wzajemnym odpalaniu i podtrzymywaniu płomienia:

Uznajemy w wierze, która jest darem Boga (…), że została nam ofiarowana wielka Miłość, że zostało do nas skierowane dobre Słowo i że kiedy przyjmujemy to Słowo, którym jest Jezus Chrystus, wcielone Słowo, Duch Święty przemienia nas, oświeca drogę przyszłości i sprawia, że rosną w nas skrzydła nadziei, byśmy przemierzali tę drogę z radością. Wiara, nadzieja i miłość w godnym podziwu połączeniu kierują życie chrześcijańskie do pełnej komunii z Bogiem.

Franciszek, Lumen fidei 7

Trzecia świeca

Liturgia pięknie nam dziś tłumaczy tę postawę radości. Wskazuje jej źródło, co pomaga nam jeszcze mocniej uchwycić głębię tej dotychczasowej triady świec. Słyszymy dziś po wielokroć, że źródłem radości jest obecność Pana Boga:

Podnieś radosny okrzyk…
Ciesz się i wesel z całego serca…
Pan jest pośród ciebie

So 3, 14-15

Głośmy z weselem Bóg jest między nami

Refren psalmu responsoryjnego

Wznoś okrzyki i wołaj radośnie…
bo wielki jest wśród ciebie Święty Izraela

Iz 12, 6

Radujcie się…
Pan jest blisko

Flp 4, 4-5

Chodzi więc o bliskość Boga, o dostrzeżenie jej. Temu służy adwentowe czuwanie, to jest w nas kształtowane przez postawę nadziei, która pomaga nam dawać miłość, a gdzie jest miłość tam jest Bóg. Św. Augustyn mówił: „widząc miłość widzisz Trójcę”. Tak właśnie niepozornie staje się między nami obecny Bóg. Potrzeba wyczulenia, by umieć tę Obecność dostrzec, by zdobyć się na odwagę powiązania tych rzeczywistości. Gdy potrafimy to zrobić, prawdziwie świętujemy Boże Narodzenie.

Co dalej?

Jest jeszcze jeden aspekt, który stawia przed nami liturgia III niedzieli adwentu w tym roku. Zawarty w Ewangelii. Słyszymy Jana Chrzciciela mówiącego:

niech się podzieli

Łk 3, 11

Mając zapalone trzy świece, czyli starając się żyć nadzieją, miłością i radością trzeba nam się nimi dzielić. Dziel się nadzieją, miłością, radością. Dziel się jedzeniem, odzieżą, nie kombinuj aby materialnie mieć więcej poprzez nieuczciwość, ale dziel się, dziel… i w ten sposób dawaj innym nadzieję, wzmacniaj miłość i pobudzaj radość. Niech inni też spotkają Jezusa i doświadczą prawdziwych świąt – dostrzegą Boga obecnego w swoim życiu.

Postarajmy się, by w tym tygodniu bardziej dzielić się światłem tych trzech adwentowych świec, bardziej dzielić się tym, co mamy. Czasem łatwiej nam przychodzi robiąc zakupy dorzucić kilka produktów do koszyka, a potem przekazać je Caritas, czy innej organizacji albo po prostu człowiekowi pod sklepem, a trudniej nam podzielić nadzieję, radość, miłość czy trud, smutek, gorycz z kochaną osobą, z domownikami. Starajmy się w tym tygodniu praktykować i jedno i drugie.

ks. Maciej Dalibor,
salwatorianin

Komentarze: 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.