Aktualności TnS

Wigilijne świadectwo

24 grudnia 2016 0 komentarzy

„Kiedy leżałam na sali porodowej, w tle leciały kolędy” – niepojętym szczęściem dzieli się z nami Paulina  Zapraszamy na kolejne świadectwo o „oczekiwaniu”:

„Pamiętam bardzo dokładnie dzień, w którym dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami. Zawsze wydawało mi się, że jak dowiem się, że zostanę mamą to będę bardzo szczęśliwa. I byłam, tylko nie potrafiłam tego szczęścia w tamtym momencie odpowiednio dostrzec. Jak zobaczyłam na teście ciążowym dwie czerwone kreseczki uśmiechnęłam się, ale poczułam też strach, lęk. Do tego stopnia, że cała drżałam – przestraszyłam się wtedy nawet tego, że takie drżenie organizmu mogłoby zaszkodzić dziecku ale nie potrafiłam nad tym zapanować.. Uspokoił mnie mąż, który prasował wtedy swoje koszule i bardzo spokojnie powiedział, że to najwyższa pora i czas bo on ma już swoje lata (jak mi później powiedział, też się bał). Bardzo chcieliśmy mieć dziecko, byliśmy już rok po ślubie, a ze sobą na tyle długo, że był to na prawdę już ten czas. Wracając do moich uczuć tego dnia, zasnęliśmy dosyć szybko, a rano nie mogłam się nacieszyć tym, że noszę w sobie malutkie dzieciątko, chciałam każdemu o tym powiedzieć, były to dodatkowo moje urodziny wiec okazji do rozmów było sporo…

Ciążę przechodziłam normalnie. Ja bardzo dobrze znosiłam pierwszy trymestr, mdłości praktycznie nie miałam, czułam się bardzo dobrze. Wszystkie zasłyszane historie nie sprawdzały się u mnie. Pracowałam i chciałam pracować jak najdłużej. Widoczny brzuszek pojawił się chyba około 5 miesiąca więc mogłam prowadzić w miarę normalne życie. Czasem łapałam się na tym, że zapominam w jakim jestem stanie. Czasami, wieczorami rozmawialiśmy jak to będzie, jak będziemy we trójkę, czasami łapaliśmy się na tym, że za mało mówimy do naszego dziecka, że musimy mu już teraz poświęcać więcej uwagi – bo przecież on już czuje nas. Nie mogłam doczekać się brzuszka i pierwszych ruchów, często pytałam moją mamę jak to będzie, jak się zorientuję czy to są już ruchy i jak ona przechodziła ciążę. Byłam ciekawa i nie mogłam się tego doczekać. Pamiętam, że bardzo szybko bo w około 14 tygodniu lekarz powiedział, że prawdopodobnie będziemy mieli synka i tak już zaczęliśmy go traktować.

Około 4 miesiąca dowiedzieliśmy się, że są pewne problemy i ciąża może nie jest wprost zagrożona, ale muszę leżeć. Problemy z szyjką macicy, bardzo częste skurcze. Jestem dosyć aktywną osobą, miałam przecież pracować jak najdłużej, a tu nakaz leżenia i oszczędzania się. Na początku bardzo się bałam, ale nasz Synek był już wtedy dla mnie najważniejszy. Szybko przystosowałam się do nowej sytuacji, która tak na prawdę spadła na mnie z dnia na dzień. Do pracy nie mogłam już chodzić, nie było nawet o tym mowy. W tym czasie przeczytałam spora ilość książek, a kiedy doszło do szykowania wyprawki – postanowiłyśmy z moją mamą przygotować wszystko same. Miałam sporo czasu na przeglądanie w Internecie różnych pomysłów i sporo czasu na projektowanie łóżeczka, zabawek dla naszego synka.

Pamiętam jak pierwszy raz poczułam ruchy naszego synka. Było dokładnie tak mówiła moja mama – będziesz wiedziała, że to są ruchy. Wiedziałam. na początku czułam Jego ruchy tylko rano, później było ich coraz więcej, a najwięcej przed zaśnięciem. Czekaliśmy na te ruchy najbardziej. Lubiłam widok ruszającego się brzucha, moment kiedy wołałam Marcina, żeby położył dłoń i poczuł. Lubiłam patrzeć jak Marcin się wtedy uśmiecha i mówi do Niego. To był piękny czas.

Data porodu została wyznaczona już na pierwszej wizycie – miało to być mniej więcej 24 grudnia. Kolejne USG potwierdzały datę porodu. My nie przywiązywaliśmy szczególnej uwagi do tego, raczej myśleliśmy, że poród odbędzie się po terminie. 23 grudnia, czyli dzień przed terminem byłam na wizycie u lekarza prowadzącego ciążę. KTG wykazywało małą aktywność dziecka więc musiałam powtórzyć badanie. Z racji tego, że było już dosyć późno musieliśmy pojechać do szpitala. Byłam przygotowana na ewentualne zostanie w nim, jednak czułam, że to jeszcze nie teraz. Badanie wyszło w dolnej granicy normy, ale usłyszałam, że z racji tego, że termin mam na jutro, nie mogą mnie puścić do domu. Jak to? Przecież poród może odbyć się dopiero za kilka, kilkanaście dni… Po co mam tu leżeć? W nocy postanowiłam, że wypiszę się na własną prośbę. Nie ma sensu leżeć i czekać na poród, tym bardziej, że są przecież Święta.

Następnego dnia rano dowiedziałam się, że jest już rozwarcie i zaczynam rodzić… Jak to możliwe, że tego nie czułam…? Nasz Synek przywitał się z nami o godzinie 15:20 w Wigilię Bożego Narodzenia. W szpitalu, w którym rodziłam można było słuchać swojej muzyki lub radia. Nie miałam ze sobą płyty ale radio zostało włączone. Tego dnia leciały w nim same kolędy, do dziś pamiętam jak pod koniec akcji porodowej lekarz prowadzący powiedział, że Krzysztof Krawczyk śpiewa dla mnie te kolędy. Na zawsze chciałabym też zapamiętać moment, kiedy pierwszy raz zobaczyłam naszego Synka. Życie z nim to najpiękniejsze chwile jakie przeżywamy.”

 

Komentarze: 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.