Niedziela na serio

Zasada zarządzania

17 września 2022 0 komentarzy

Mam dom

Ludzką rzeczą jest się zagubić. Pewnie macie takie doświadczenie w swoim życiu, i to w wieloaspektowym wymiarze. Można się przecież zagubić będąc w jakimś nieznanym sobie miejscu (w mieście, w górach, lesie…) lub zagubić życiowo (wchodząc w nałóg, nieuporządkowaną relację, po prostu w grzech). Przyczyn takiego stanu rzeczy może być wiele. Centralna będzie ta, że jako ludzie popełniamy błędy, że jesteśmy podatni na podszepty Złego, który zło przedstawia jako dobro. Gdy uwierzymy w te podszepty i idziemy za nimi, oddalamy się od domu, od siebie. Potrzebujemy wtedy wrócić. Podjąć refleksję i wrócić. Cenne jest to, że zawsze możemy wrócić. Warto nie tracić tej świadomości: mam dom, a w nim kochającego Ojca i zawsze mogę tam wrócić i zostanę przyjęty. Po prostu ciągle na mnie Ktoś czeka. Wsłuchajmy się w dłuższą wersję niedzielnej Ewangelii:

Jezus powiedział do uczniów: «Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał więc go do siebie i rzekł mu: „Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządzania, bo już nie będziesz mógł zarządzać”.

Na to rządca rzekł sam do siebie: „Co ja pocznę, skoro mój pan odbiera mi zarządzanie? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem już, co uczynię, żeby mnie ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę odsunięty od zarządzania”.

Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: „Ile jesteś winien mojemu panu?” Ten odpowiedział: „Sto beczek oliwy”. On mu rzekł: „Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt”. Następnie pytał drugiego: „A ty ile jesteś winien?” Ten odrzekł: „Sto korców pszenicy”. Mówi mu: „Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt”. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z podobnymi sobie ludźmi niż synowie światłości.

Ja też wam powiadam: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków.

Kto w bardzo małej sprawie jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w bardzo małej sprawie jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzaniu niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, to kto wam prawdziwe dobro powierzy? Jeśli w zarządzaniu cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, to któż wam da wasze?

Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi.

Nie możecie służyć Bogu i Mamonie!»

Łk 16, 1-13

Zmiana odbiorcy

Zauważmy początek 15 i 16 rozdziału Ewangelii Łukaszowej, do kogo Pan Jezus kieruje przypowieści? W 15 rozdziale mamy:

W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi». Opowiedział im wtedy następującą przypowieść…

Łk 15, 1-3

Na faryzejskie szemranie Jezus opowiada szemrzącym trzy przypowieści, które mają pomóc im pojąć, dlaczego Jezus szuka kontaktu z grzesznikami, ale także mają im pomóc odnaleźć się w roli osób zagubionych, które mimo, że ciągle w domu, blisko ojca, to jednak sercem daleko są od niego przeżywając swą codzienność jak niewolnicy, jednocześnie uważając siebie samych za najbardziej wolnych ze wszystkich. Dziś z kolei, słysząc początek 16 rozdziału dowiadujemy się:

Jezus powiedział do uczniów

Łk 16, 1

Do uczniów, czyli do tych, którzy uwierzyli, że potrzebują Jezusa, że nie zawsze i nie wszystko im wychodzi, że czasem bywają zagubieni. Jednym konfrontacja z własną słabością przychodziła łatwiej, innym trudniej. Każdy miał własną ścieżkę, po której prowadził go Pan. Tak jest do dzisiaj – ciągle Jezus chce nas odnajdywać w naszej codzienności i prowadzić do pełni życia. Ważnym elementem tego prowadzenia, po naszej stronie, jest oddać Mu własne słabości, lęki, niepowodzenia, zawody. Oddać i powierzyć tak, jak oddajemy i powierzamy w ręce lekarza nasze cielesne choroby ufając, że pomoże nam z nich wyjść, czyli przyznać się przed sobą, że coś jest nie tak, pójść i powiedzieć o tym specjaliście (tutaj wejść w modlitwę, szczerą rozmowę z Bogiem). Nie oszukiwać się, że jest ok, skoro nie jest ok, ale pomóc sobie stwierdzeniem, że chcę, żeby było ok i zrobię wszystko co w mojej mocy, aby tak było. Tak na wizycie u lekarza, jak i na modlitwie wobec Boga oraz wobec siebie samego potrzebuję być prawdziwy i budować na prawdzie.

Co dalej?

Jezus nie zatrzymuje się tylko na odnalezieniu mnie. On, gdy mnie odnajdzie bierze na ramiona i prowadzi do domu. Czyli co robi? Pracuje nad bliskością ze mną – bierze na ramiona. Ponosi na sobie trudy mojego oddalenia się – niesie mnie. Pokazuje, że jestem dla Niego ważny – cieszy się moim odnalezieniem, do tej radości zaprasza innych.

To trzy postawy, które warto dostrzegać w swoim życiu duchowym i których warto się uczyć, by je praktykować również w relacji z samym sobą oraz w małżeństwie. Nie jest dla Was tajemnicą, że praktykowanie dobrych postaw bierze się z doświadczania ich na sobie oraz z decyzji, że ja też tak chcę działać (praktykowanie złych postaw często bierze się z tego samego – doświadczania ich na sobie, a potem – i tu jest różnica – z braku decyzji, że chcę to zmienić). Trzeba byłoby więc zacząć od tego czy ja pozwalam się znaleźć Jezusowi? Czyli czy potrafię siebie zobaczyć w tych celnikach i grzesznikach, którzy lgnęli do Jezusa? Czy widzę i uznaję moją słabość i własną niewystarczalność, z którą przychodzę do Boga szukając u Niego wsparcia, pomocy, przebaczenia? To są też pytania o częstotliwość i jakość mojej spowiedzi, o to czy będę miał doświadczenia odnajdywania mnie przez Boga. Bez dbania o nie będzie mi trudno owocnie iść za Jezusem. Może się wtedy stać tak, że moja relacja z Nim bardziej będzie przypominać Jego relację z faryzeuszami niż z uczniami. Jezus próbuje dotrzeć do ich serc, a oni uważają, że są nienaganni i wszelkie błędy i zło tego świata pochodzi tylko od innych, tych drugich…

Jestem bogaty

Odnalezionemu człowiekowi Jezus daje swoją obecność, uważność uświadamia, że ma do dyspozycji bogactwo i że wobec tego bogactwa dobrze jest przyjąć określoną postawę. Za wzór – co ciekawe – Jezus stawia tym razem nieuczciwego rządcę, nie po to, by pochwalać nieuczciwość. Po to, by w kontraście, wyraźnie pokazać, wręcz zawstydzić wierzących, że niewierzący potrafią włożyć więcej sprytu i walki troszcząc się o bogactwo materialne niż wierzący w ich trosce o bogactwo duchowe.

Zatrzymując się w tym miejscu dzisiejszej Ewangelii warto zapytać się o moje bogactwo: co jest dla mnie najcenniejsze w życiu? Czego najbardziej strzegę? Gdzie w tym jest całościowa troska o moje życie? Gdzie troska o wiarę? Gdzie troska o małżeństwo?

Małżeństwo – bogactwem

W kontekście powołania do małżeństwa warto zatrzymać się przy tym, że bogactwem danym Wam przez Gospodarza jest Wasz związek. Wraca tutaj temat powołania, czyli tego, że małżeństwo jest darem Pana Boga. Ewangelista notuje, że 

bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek

Łk 16, 1

Bogactwo, które mam nie jest w 100% moją własnością. Jest darem, który otrzymałem. Również małżeństwo – Wasze życiowe powołanie jest dla Was darem. Podobnie życie, zdolności itd. Bóg jest dawcą tych darów, to jest Jego majątek, który ja dostałem, by nim zarządzać, pomnażać, bym dzięki niemu mógł się rozwijać, by on sprawiał radość innym i mi, bym nim służył innym.

Mamy więc obok codziennych, drobnych darów jak np. ciepła woda w kranie, zmieniająca się pogoda, uśmiech sąsiada itd. również wielkie dary: życie, powołanie, zdolności… Wszystkie one pokazują, że jest Ktoś komu na mnie zależy, Kto chce mi dawać i czynić moje życie sensownym. To też ustawia nas odpowiednio wobec siebie, bo każdy jest obdarowanym, przyjmującym, każdy ma inny zestaw, specyficznie dopasowany do siebie więc nie ma sensu, aby się boczyć, że ktoś ma tego więcej czy tamtego mniej. Po prostu zestaw innego nie pasowałby do mnie, a mój do niego. To jak z garniturem czy sukienką uszytą na miarę. Pewnie, że ktoś inny się w nie zmieści, ale nie będzie tam idealnego dopasowania.

Zarządzanie bogactwem

Przypowieść dzisiejsza pokazuje, że nawet najcenniejsze dary Pana Boga można sprowadzić tylko do poziomu własnego zysku zapominając o tym, że to są dary, że one mają swój cel, który wybiega poza czubek mego własnego nosa. Gdy zaczynam zagarniać Boże dary tylko dla siebie, dla własnego zadowolenia i pożytku wtedy zaczynam trwonić majątek Gospodarza. Wtedy przez różne życiowe sytuacje Bóg mówi do mnie:

Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu

Łk 16, 2

Jeśli wcześniej zatrzymaliście się i określiliście co jest Waszym bogactwem, to teraz zatrzymajcie się i popatrzcie w jaki sposób zarządzacie nim. Czy to zarządzanie rozpoczyna się od pełnego wdzięczności dla Dawcy przyjęcia daru? Czy w tym zarządzaniu ciągle pamiętacie o Tym, który Was obdarował? Czy postrzegacie Wasze bogactwo jako coś, czym możecie służyć sobie nawzajem i innym?

Podstawowa zasada zarządzania

Jaką zasadą kierować się w tym zarządzaniu? Pokazuje ją Jezus mówiąc:

Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił

Łk 16, 8a

Podstawową zasadą zarządzania jest roztropność. Jedna z czterech – obok męstwa, sprawiedliwości i umiarkowania – cnót kardynalnych. W czym ona pomaga? W rozeznaniu co jest prawdziwym dobrem dla mnie, moich bliskich i innych, a także w doborze odpowiednich środków, by to dobro osiągnąć. Związana jest ona z rozumem człowieka, posługuje się pamięcią o tym co było, znajomością teraźniejszości i umiejętnością przewidywania konsekwencji. Pomocą w rozwijaniu tej cnoty jest wspomniany już dzisiaj sakrament pokuty, a także towarzyszenie duchowe.

Może więc warto troskę o bogactwo, które mam w zarządzie rozpocząć od sakramentu pokuty, poszukania stałego spowiednika, troski o codzienny rachunek sumienia?

Niech drogę wskazuje Wam roztropność!

ks. Maciej Dalibor
salwatorianin

Komentarze: 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.