Niedziela na serio

Wejdź do…

25 września 2021 0 komentarzy

Przypomnijcie sobie, proszę, końcówkę zeszłotygodniowego fragmentu Ewangelii. Nie powinno to być trudne, przecież od niemalże miesiąca ćwiczymy się w codziennym powracaniu do niedzielnego fragmentu 😉

Pan Jezus uczył uczniów co znaczy być pierwszym, najważniejszym. Mówił, że chcąc przewodzić grupie, wspólnocie (jakakolwiek by ona nie była: sąsiedzka, parafialna, małżeńska, rodzinna…) trzeba stać się jej sługą, trzeba tę wspólnotę kochać, oczywiście prawdziwą miłością (łączącą afirmację i wymaganie – polecam tutaj rozdział z książki państwa Gajdów pt. „Rozwój”, a rozdział nosi tytuł „Czym jest miłość?”). Mówił też o przyjmowaniu innych w Jego Imię. W tym momencie odzywa się najmłodszy z apostołów, posłuchajmy:

Słowo Boże

Apostoł Jan rzekł do Jezusa:
«Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami».
Lecz Jezus odrzekł: «Przestańcie zabraniać mu, bo nikt, kto uczyni cud w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. A kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu lepiej byłoby kamień młyński uwiązać u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli zatem twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie ginie i ogień nie gaśnie».

Mk 9, 38-43. 45. 47-48

Zawsze coś

Jan apostoł pokazuje swoimi słowami, jak trudne jest dla niego realne zrozumienie i przyjęcie nauczania Jezusa. Jeszcze ten młodzian dyskutuje z Jezusem, jeszcze chce postawić na swoim, jeszcze obecne jest w nim stare myślenie, że temu, kto ma władzę należy się służba pozostałych, że oni chodzą z Jezusem, więc mają prawo innym zabraniać odwoływania się do Niego. Ewangeliści dają nam piękny wykład rozwoju wiary na przykładzie Apostołów. Ten sam Jan, opisany przez św. Łukasza, w sytuacji silnych emocji związanych z nieprzyjęciem Jezusa przez Samarytan, postąpi inaczej niż Jan opisany przez św. Marka. U autora trzeciej Ewangelii Jan wraz ze swoim bratem Jakubem zapyta:

Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?

Łk 9, 54

U Marka sam podejmuje decyzję co zrobić z człowiekiem, który poza wspólnotą działa w Imię Jezusa. U Łukasza ma pomysł, chce go zrealizować, ale pyta Jezusa jaka jest Jego wola, czego On chce. Oczywiście ma Łukaszowy Jan do przepracowania chociażby agresję wobec Samarytan, ale nauczył się już przedkładać wolę Jezusa nad własną, przychodzić z własnymi pomysłami do Jezusa, który ewangelizuje te Janowe zapędy na palenie miast.

Zawsze, póki żyjemy na ziemi, będzie coś, co mamy jeszcze do przepracowania. Nie ma nas to ani zniechęcać do pracy nad sobą, ani nie wpędzać w kierat skupiania się tylko na tym. Ta praca nad sobą nie może stać się naszym bożkiem, ona ma być w służbie czegoś innego.

W tym miejscu warto zatrzymać się i spróbować uchwycić własną drogę ze słowem Bożym, choćby tę od początku września w ramach #niedzielanaserio. Akcentuję ten wątek, chyba co tydzień, by nie zrobiło się z tego pobożne słuchowisko. Słowo Boże nie jest do słuchania. Ono jest do wprowadzania w czyn. Nie chodzi w nim o to, by posłuchać, może nawet zachwycić się, a potem zostawić. Dlatego proponuję, by każdego dnia tygodnia do słowa z niedzieli wracać, by starać się przekuwać w czyn. By rzeczywiście wprowadzić zmiany w swej codzienności podyktowane tym właśnie Bożym słowem. Idąc w ten sposób odkrywać zaczniemy, że zmienia się nasza codzienność, że ja sam i moja żona reagujemy już inaczej, że nie jesteśmy już jak Jan u Marka, ale jak u Łukasza…

Pójść dalej

Minionej niedzieli skoncentrowaliśmy się na rozmowie uczniów w drodze, na ich wewnętrznych sporach, które z całą mocą doszły do głosu, gdy zostali na osobności z Jezusem. Te spory wyniknęły z ich żądzy rządzenia, stawiania się ponad innych, rywalizacji, która często bierze się z nieradzenia sobie z samym sobą. Z trudnościami w kochaniu samego siebie. Wtedy zaczynamy albo poniżać innych, by poczuć się lepiej, albo zarabiać na uwagę innych, by choć przez chwilę móc poczuć się jak ktoś kochany. Jedne i drugie zabiegi są złudne, bo nie dają trwałych rezultatów.

To zaprowadziło nas do pytania o moje centrum, o główne kryterium dokonywanych przeze mnie wyborów. Słowo Boże zostawiło nas z tym jako z pytaniem otwartym, by każdy mógł wsłuchać się w siebie i przez obserwowanie wydarzeń, własnych wyborów całego tygodnia dać rzetelną odpowiedź. Mam nadzieję, że dobrze poszło Wam to zadanie, razem z uczeniem się służenia żonie/mężowi/dzieciom… i przyjmowaniem ich w Jezusie, bo to jest właśnie ta potrzeba wprowadzania słowa Bożego w czyn, a nie poprzestawania tylko na słuchaniu (które oczywiście jest ważne, bo by coś uczynić, trzeba usłyszeć co).

Dziś jesteśmy prowadzeni dalej. Dziś Pan mówi nam, co powinno być kryterium dokonywanych przeze mnie wyborów. Na czym mam się koncentrować najmocniej w życiu. Czego nigdy nie zgubić z oczu. Kilka razy powtarza się w dzisiejszej Ewangelii stwierdzenie:

wejść do…

Mk 9, 43.45.47

Pojawiają się te słowa jako alternatywa dla „pójść do” Mk 9, 43 oraz „być wrzuconym do” Mk 9, 45.47.

Wejść do życia

To „wejść do” dopełnione jest dwukrotnie przez „do życia” oraz jednokrotnie przez „do królestwa Bożego”. Życie, królestwo Boże jest najwłaściwszym kryterium moich codziennych wyborów. Życie, o którym mówi Jezus to z greckiego „zoe”, które oznacza coś więcej niż „bios” lub „psyche”, którymi to słowami określimy życie fizyczne, doczesne. „Bios” będzie się skupiało na tych czekoladach, kiełbaskach, piwach z poprzedniej #niedzielanaserio Słowem, będzie służyło hedonon, a to nie ma być kryterium moich wyborów. Ma być nim „zoe”, czyli życie nadprzyrodzone. To, które jest w stanie poświęcić, zrezygnować z „bios” (czekolada, kiełbaski, piwo) na rzecz czegoś więcej: spotkania, rozmowy, pomocy, czyli na rzecz miłości. To nic innego jak to, co powiedział Pan Jezus w innym miejscu (tu też mamy kombinację słów „psyche” – „zoe”, którą na pewno świetnie rozpoznacie):

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne

J 12, 24-25

Niech więc zadaniem na ten tydzień będzie wchodzenie do życia. Wybory dyktowane życiem nadprzyrodzonym. Pozorne tracenie przyjemności na rzecz większego dobra jakim jest „zoe” Twoje, Twojego męża, Twej żony, waszych dzieci.

Bądźcie żyjącymi małżeństwami!

ks. Maciej Dalibor,
salwatorianin

Komentarze: 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.