Niedziela na serio

Ujrzeć zbawienie

2 lutego 2020 0 komentarzy

…bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów…

Tydzień temu, w Niedzielę Słowa Bożego, próbowaliśmy wsłuchać się w proroctwo Izajasza, o światłości, którą może ujrzeć idący w ciemnościach. Być może byliście kiedyś w górach i tak wam było dobrze na szczytach, że zagapiliście się i przyszło Wam wracać po zmroku. Nie jest to komfortowa sytuacja. Z wielką radością odkrywa się wtedy światło, które zaczyna do nas docierać pośród ciemności. Tym większa jest radość, kiedy okazuje się, że to już światło bijące z okien górskiego schroniska, gdzie macie nocleg, kiedy to światło staje się tym upragnionym, nazwanym, oczekiwanym.

Nasz dzisiejszy taknaseriowy cytat z Liturgii Słowa daje nam takie uszczegółowienie, nazwanie tego rozważanego przez nas tydzień temu światła. Wtedy Izajasz prorokował – coś na kształt, kiedy idziecie jeszcze w tych górskich ciemnościach i ktoś mówi: „na pewno, prędzej czy później dostrzeżemy światło i dojdziemy do schroniska”. Tak, to potrzebne słowa umocnienia, kiedy jest trudno i czujemy się zabłąkani, ale to jeszcze nie jest docierająca do nas oznaka cywilizacji. Ona ciągle jest jeszcze gdzieś tam, przed nami. Dzisiaj, starzec Symeon, mówi wprost:

…moje oczy ujrzały…!

Po pierwsze – Symeon już widzi spełnienie swych oczekiwań i pragnień. Tydzień temu pytałem: jak Ci jest w Twoim życiu, powołaniu, małżeństwie? Czy jest ono bardziej ciemnością czy światłem? I zachęcałem, by iść drogą Apostołów tzn. radykalnie postawić na Jezusa, pozwolić Jemu na działanie w moim życiu, zaprosić Go do niego. Może ktoś z Was tak uczynił. I co? 

Może wcale nie skończyły się Wasze małżeńskie nieporozumienia, a rodzinne kłótnie kwitną w najlepsze. W naszej drodze wiary narażeni jesteśmy na pokusę szybkiego efektu. Tu nie będzie jak u Kopciuszka szybkiej zamiany na stangreta, pięknej sukni, pantofelków i księcia z bajki. Jeśli by tak było, to równie szybki byłby powrót do utartych schematów. Dlaczego tak jest? Pan Bóg szanuje naszą wolność. Co więcej dostosowuje się do naszego tempa. Zaczyna nam towarzyszyć i powoli wyprowadza z niewoli, jak Izraelitów z Egiptu lub jak uczniów idących do Emaus po Jego zmartwychwstaniu. Wróćmy jednak do dzisiejszego Słowa. Starzec Symeon uczy nas oczekiwania. Wskazuje, swoją postawą, na wierność. Pokazuje nam umiejętność niewymuszania na Panu Bogu szybkich efektów. My ludzie, w dzisiejszym zabieganym i oczekującym natychmiastowych rezultatów świecie, nie lubimy czekać. Wpadł mi kiedyś taki adwentowy wiersz ks. Węgrzyniaka pt. Czekanie, który oddaje nasze problemy z czekaniem:

„kolędy przed Narodzeniem
małżeństwo przed ślubem
seks przed miłością
dom przed własnością
wypłata przed pracą
wyniki przed badaniami
osądy przed Ostatecznym

nie umiemy czekać
umrzemy przed śmiercią”

W tym miejscu warto się zatrzymać i zastanowić, czy ja potrafię oczekiwać? Czy jestem wierny, szczególnie jeśli chodzi o moje powołanie. Jeśli jesteś mężem lub żoną, to zmierz się dziś z fragmentem małżeńskiej przysięgi: „i ślubuję Ci wierność”. I nie zatrzymuj się tylko na tym, że fizycznie nie zdradzasz swego współmałżonka. Zobacz tę małżeńską obietnicę głębiej, np. na poziomie wierności w okazywanej żonie/mężowi czułości, troski, poświęconego czasu, uwagi, cierpliwości…

Po drugie – starzec Symeon nie tylko zobaczył, on rozpoznał, nazwał! Dlaczego? Bo wiedział na co czeka. Ewangelista notuje:

A żył w Jerozolimie człowiek imieniem Symeon (…), wyczekujący pociechy Izraela.

Co tu jest ważne? Symeon, co już zauważyliśmy, jest wierny w oczekiwaniu na spełnienie się Bożej obietnicy. Jednak jego wierność nie wzięła się znikąd. Ten wiekowy już człowiek wiedział, że to przede wszystkim Bóg jest wierny swym obietnicom. Skąd to wiedział? Z historii swojego narodu. Słyszał o tym w rodzinnych opowieściach, czytał o tym w Księdze Rodzaju, Wyjścia, kolejnych… Wiedział o Abrahamie i o obietnicy, że będzie miał syna i potomstwo bardzo liczne. Wiedział o Izaaku, Jakubie, jego 12tu synach i o obietnicy, że Pan da im ziemię. Wiedział o Mojżeszu i o obietnicy wyjścia z Egiptu i dojścia do Ziemi Obiecanej. I wiedział, że wszystkie te obietnice zostały przez Boga spełnione. Miał Symeon doświadczenie, że Bóg jest wierny danemu słowu. Dlatego, skoro Bóg obiecał Mesjasza – światło na oświecenie pogan, pociechę Izraela, to Go da. Wiedział też, że jego zadaniem jest modlić się, prosić i czekać tak, jak robili to Abraham, Izaak, Jakub i kolejni. Mesjasz na pewno przyjdzie, bo tak powiedział Bóg.

I znów warto się zatrzymać i przemodlić kilka spraw. Co takiego Pan Bóg Ci obiecał? Znasz odpowiedź na to pytanie? Co obiecał Ci powołując Cię do życia? Co takiego obiecał Ci w sakramencie chrztu, a co w małżeństwie? Ufasz Mu? Masz takie doświadczenie jak Symeon, że Bóg jest wierny?

Nasz bohater rozpoznał, że jego oczy ujrzały Boże zbawienie – Jezusa (którego imię oznacza: Bóg jest zbawieniem!). Ten widok pozwolił Starcowi wyznać pełne pokoju i spełnienia słowa:

teraz o władco pozwól odejść słudze Twemu w pokoju.

Człowiek jest spełniony i może ze spokojem odejść z tego świata wtedy, gdy pozostaje w łączności z Bogiem, gdy każdego dnia spotyka się z Nim, gdy ufa Jego obietnicom i żyje wiarą, że tylko w Nim jest szczęście, pokój, ukojenie, słowem – zbawienie. Wtedy bowiem, da się ujrzeć zbawienie, które jest pewne, bo tak powiedział Bóg!

A jakie Słowo zwróciło dziś Waszą uwagę?

Błogosławionej niedzieli

ks. Maciej Dalibor, salwatorianin

Komentarze: 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.