Niedziela na serio

Szli z Jezusem

3 września 2022 0 komentarzy

Szczęść Boże po przerwie 😊

Słyszeliśmy się ostatnio w końcówce czerwca. W międzyczasie przez dwa wakacyjne miesiące starliśmy się dawać Wam słowo. Inspiracją do tego, było to, że małżonkowie są specjalistami w dawaniu słowa, które jest ważne, które starają się dotrzymywać, co czasem kosztuje ich sporo. Daliście sobie przecież słowo, wypowiadając małżeńską przysięgę. Dajecie sobie codziennie jakieś słowa, które nawiązują bądź nie swą wymową, kontekstem, sposobem komunikowania do tej przysięgi.

Nie jesteście jednak pierwszymi, którzy dali sobie słowo. Pierwszym, który dał Słowo jest Ojciec – Bóg. To ważny kontekst, ponieważ on sprawia, że nasze ludzkie dawanie słowa, jest zakorzenione w tym pierwotnym, a to pierwotnie dane nam przez Boga Słowo jest słowem miłości: chcę, abyś był, wypowiedziane w akcie stwórczym każdego z nas. Odtąd, każde dawane w świecie słowo, ma być – w swym założeniu – słowem miłości, słowem które podnosi, które umacnia życie.

Byśmy potrafili dawać sobie takie słowa, najpierw potrzebujemy takich słów słuchać, nimi się karmić. Pan Jezus mówi w Ewangelii wg. Św. Marka

Uważajcie na to czego słuchacie

Mk 4, 24

Wsłuchajmy się więc w słowa niedzielnej Ewangelii. Biblia przecież jest słowem, które daje życie (zob. Ps 119, 50):

Wielkie tłumy szły z Jezusem. On odwrócił się i rzekł do nich: «Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.

Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby położył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”.

Albo jaki król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.

Tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem».

Łk 14, 25-33

Droga do Ojca

Na starcie zatrzymuje mnie w tym słowie jego pierwsze zdanie. Wielkie znaczenie ma w tym to, że wracamy z #niedzielą po przerwie i tak się składa, że w tym pierwszym zdaniu mamy dobre nawiązanie do fragmentu, z którym rozstawaliśmy się dwa miesiące temu. Jeśli chcecie, to zerknijcie do rozważania pt.: „Najpierw”:

Była tam mowa o tym, że Jezus postanowił udać się do Jerozolimy. Nie byłoby w tej informacji nic szczególnego – Jezus wielokrotnie udawał się do Jerozolimy – gdyby nie szczególne opakowanie tej informacji przez św. Łukasza. Znamy już to opakowanie, które mówi o radykalnej, sporo kosztującej Jezusa decyzji pójścia do Świętego Miasta, by tam umrzeć za grzechy ludzi, zmartwychwstać i wstąpić do Nieba.

Jezus odbywa więc swoją drogę do Jerozolimy, dokładnie jak zapisuje to Łukasz jest to droga Jego wzięcia z tego świata do Ojca. Ta droga nie jest prosta. Na chwilę przed naszym dzisiejszym tekstem spotykamy Jezusa, który żali się na Święte Miasto:

Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście.

Łk 13, 34

Żali się, że na dobroć Boga, Jego cierpliwość, wielokrotnie wyrażaną wolę by pomóc swym dzieciom, te nie chciały Bożej pomocy, dobroci, troski, odrzucając ją.

Iść z…

To też jest moja droga. To droga każdego człowieka. To też Wasza – małżeńska droga do Ojca. Ważne, by małżeństwo było przez nas wszystkich postrzegane jako droga do Ojca. Przez nas wszystkich tzn. przez samych małżonków, narzeczonych, szukających powołania, kapłanów, osoby zakonne. Małżeństwo jest drogą do świętości. Zatem trudną drogą. Spotkacie na niej piękne chwile, ale też trudy. Będzie radosne przyjmowanie siebie w miłości i będzie też trud niezrozumienia, wzajemnych pretensji, odrzucania, niechęci.

Co w całej tej drodze będzie pomocne? Na pewno to, że idziecie do Ojca, że cel jest konkretny i ważny, że usprawiedliwia trud drogi. Dalej, że idziecie z Jezusem. To jest to słowo życia z naszej niedzielnej grafiki:

Wielkie tłumy szły z Jezusem

Łk 14, 25

Ta informacja z początku Ewangelii jest ważna. Istnieje społeczność – tłum ludzi, którzy idą z Jezusem drogą do Ojca. Zostańmy przy tym: idą z Jezusem. Czy to jest moja osobista realność? Czy to jest realność Waszego małżeństwa? Idę z Jezusem do Nieba. Idę z Nim każdego dnia, a zatem rozmawiam z Nim, dzielę radości i problemy, pytam, proszę, dziękuję… bo jestem z Nim. Wraca temat pulsu i temperatury serca mierzonych czasem i poświęceniem z ostatniej czerwcowej #niedzieli. Jezus o ten czas dany Jemu i jakość tego czasu upomina się dziś wyraźnie. Mówi:

Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.

Łk 14, 26

Pierwszeństwo

Słowa, które mogą wywoływać nasze oburzenie. Jednak trzeba nam poznać kontekst językowy starożytnej Palestyny. Nie było tam stopniowania przymiotników. Była więc miłość i nienawiść. Stąd mamy słowo o nienawiści, a chodzi o mniejszą miłość, o pierwszeństwo, które ma mieć w moim życiu Bóg. Tu znów mamy to samo, czego słuchaliśmy w ostatnią niedzielę czerwca: pierwsze między dwoma ma być miejsce dla Boga. Najpierw Bóg, potem inni bliscy i cała reszta. Jeśli nie dam pierwszeństwa Panu Bogu, to stracę i najważniejszy kierunek życia – Niebo, a w związku z tym świętość. Tracąc zaś świętość, kierunek na Niebo zmarnuję i małżeństwo, bo ono jest drogą do Nieba.

Idźcie więc razem do Nieba.

ks. Maciej Dalibor,
salwatorianin

Komentarze: 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.