Niedziela na serio

Przejść na drugą stronę

9 października 2021 0 komentarzy

Co chcesz powiedzieć dzisiaj?

Gdy odkrywamy piękno, żyjemy nim, ono ciągle nas zachwyca i zachęca do dalszego odkrywania jego pokładów, gdy mamy pragnienie, by je ciągle zgłębiać, staramy się, pielęgnować, dbać o nie wtedy łatwiej jest nam poświęcić czas, zatrzymać się, coś ofiarować. Zatrzymaliśmy się tydzień temu na pięknie sakramentu małżeństwa, na tworzonej przez ten sakrament jedności. Pora wyruszyć w kolejny etap drogi i zapytać: co chcesz nam Jezu powiedzieć dzisiaj?

Słowo Boże

Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?»

Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę».

On Mu odpowiedział: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości».

Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną». Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.

Wówczas Jezus spojrzał dookoła i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno tym, którzy mają dostatki, wejść do królestwa Bożego». Uczniowie przerazili się Jego słowami, lecz Jezus powtórnie im rzekł: «Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego».

A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: «Któż więc może być zbawiony?»

Jezus popatrzył na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe» Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą». Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci lub pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym».

Mk 10, 17-30

Droga przez mękę

Jezus z miejsca, gdzie uczył sięgać do źródeł, a także, gdzie błogosławił dzieci dając przykład swym uczniom, by nie stawali się przeszkodą w zbliżaniu się do Zbawiciela przez tych najmniejszych, udaje się w dalszą drogę do Jerozolimy, ku swojej męce, śmierci i zmartwychwstaniu. To też i nasz kierunek, niezależnie od tego jakim powołaniem żyjemy. Kierunek, którego punktem docelowym jest moje własne zmartwychwstanie do życia. Punkt docelowy jest jasny i bardzo radosny. Natomiast punkty pośrednie mogę być przeróżne, także trudne i bardzo trudne. Może być to miejscami droga przez mękę. W relacji z pierwszej podróży misyjnej św. Pawła apostoła znajdujemy zdanie:

W tym mieście głosili Ewangelię i pozyskali wielu uczniów, po czym wrócili do Listry, do Ikonium i do Antiochii,umacniając dusze uczniów, zachęcając do wytrwania w wierze, bo przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego.

Dz 14, 21-22

Nasza codzienność to nie tylko momenty piękne, wyjątkowe, radosne. To również sytuacje trudne, kryzysowe, bolące. W październiku pewnie częściej sięgacie po różaniec. Również i on jest nauczycielem życia tzn. pokazuje nam dobitnie, że życie to mieszanina tajemnic radosnych, bolesnych, światła i chwalebnych. I to jest normalne. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, że miewamy gorsze dni, że trudniej nam się dogadać. Problemem może być to, że czasem trudniej nam dostrzec te pozostałe poza bolesnymi tajemnicami, że ciężej przychodzi nam pamiętać o radościach, dobroci doświadczanej od drugiego człowieka niż o przykrościach doznanych z jego powodu.

Wybór

Zatrzymuje mnie w dzisiejszej Ewangelii słowo, które pojawiło się też tydzień temu:

opuścić

W minioną niedzielę było ono w kontekście małżeństwa, a dziś kapłaństwa. Pierwsze było cytatem z Mojżesza (przyjmując, że on jest autorem Pięcioksięgu), a drugie ze św. Piotra. Jedno i drugie pokazuje, że by dokonać wyboru życiowego powołania, należy kogoś/coś opuścić. Opowiedzieć się po jednej stronie znaczy powiedzieć nie drugiej możliwości. Trudności w przeżywaniu swego powołania, w odkrywaniu jego piękna, cieszeniu się nim mogą pochodzić również stąd, że nie opuściło się tak do końca mamy i taty (w kontekście małżeństwa) lub też wszystkiego (w kontekście kapłaństwa). Dwuznaczności, ciągłe zmaganie się ze sobą, doszukiwanie się wad u współmałżonka, życie na pół gwizdka, taka wewnętrzna szamotanina może brać się z nie do końca dokonanego wyboru, z wyboru połowicznego. Słowo Boże jest w tym względzie bardzo jednoznaczne:

Opuści człowiek ojca i matkę

Rdz 2, 24

To rozważana przez nas tydzień temu jedność domaga się tego opuszczenia. Skoro małżonkowie stają się jednością, są sklejeni ze sobą, to ciężko byłoby, gdyby do tego sklejenia dołożyć jeszcze kolejną osobę. To dwoje ludzi: kobieta i mężczyzna, pasują do siebie jak dwa elementy tej samej układanki. Nie da się do tego samego puzzla, w to samo miejsce dołączyć dwóch różnych puzzli, tak by były tam oba. Trzeba więc bardzo konkretnego opuszczenia swego domu rodzinnego, szczególnie na poziomie mentalnym. Fizyczne opuszczenie oczywiście w tym pomaga. To, o czym dzisiaj piszę, jest częścią mentalności jedności w małżeństwie. W tym świecie, między dwiema osobami ludzkimi, może nastąpić tak dalece idąca jedność tylko w małżeństwie. Żeby ją zrealizować trzeba opuścić ojca i matkę tzn. trzeba postawić poniżej relacji małżeńskiej wszystkie inne ludzkie relacje. Wszystkie inne tzn. te sprzed zawarcia małżeństwa i te, które zostaną utworzone po ślubie np. te z własnymi dziećmi. One nie będą z Wami tworzyć takiej jedności jaką tworzycie Wy – małżonkowie. Co więcej one zostaną zaproszone przez Pana Boga, żeby Was opuścić. Jedne, by stworzyć własne małżeństwa, inne, by opuścić wszystko i całkowicie oddać się Panu Bogu w kapłaństwie czy życiu zakonnym. Dbając o Waszą małżeńską jedność nie będziecie mieli z tym opuszczeniem Was większego problemu.

Tracić, by zyskać

To opuszczenie ma jeszcze jeden aspekt, który pokazuje Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii. To jest kwestia życia wiecznego. Pewien człowiek, o którym pisze Ewangelista nie umiał opuścić, stracić swych bogactw, by zyskać większe dobro. Szukał go, chciał je zyskać, sam o nie pytał, nawet się wysilił (przybiegł) do Jezusa, by o nie zapytać, ale ostatecznie nie potrafił stracić tego co miał, by otrzymać coś więcej. By zyskać piękne małżeństwo trzeba stracić wszystko inne. Relacje z rodzicami, z dziećmi którym przekazaliście życie są Waszym bogactwem. Warto się nim umieć cieszyć, ale też trzeba umieć je stracić. Stracić to nie znaczy, że już nigdy więcej się nie zobaczycie, nie spotkacie, nie porozmawiacie etc. Stracić to znaczy nadać im właściwe miejsce. Ustawić je w hierarchii na właściwym miejscu. Przeżywać je tak, by nie przeszkadzały. Wasi rodzice dziś, a Wy w przyszłości będziecie potrzebowali znów pustego domu, aby dobrze podsumować wspólne życie, aby na nowo nauczyć się sobie służyć we wszystkim, aby okazać miłość w znoszeniu słabości – również fizycznych – drugiego i aby w spokoju przygotować się na ostatni etap Waszej podróży przez ziemskie życie – śmierci. By w ostatnim akordzie stracić również i siebie tutaj, na tym świecie, przejść na drugą stronę i zyskać całą wieczność, która czeka na nas jako wielki dar Pana Boga.

Dbajcie i w tym tygodniu o budowanie w Was mentalności jedności, a także o to, byście ze względu na większe dobro umieli tracić inne.

Pięknej niedzieli!

ks. Maciej Dalibor
salwatorianin

Komentarze: 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.