Niedziela na serio

Myśl!

16 stycznia 2021 0 komentarzy

Przemiana świata

Modlitwa, służba, Eucharystia i Słowo – te czynniki zadecydowały o przemianie świata z pogańskiego, na chrześcijański; z idącego na zatracenie, na mogący iść w stronę pełni życia; z pozbawionego sensu, na wypełniony sensem. Śpiewamy przecież w wielkanocnym orędziu:

Nic by nam przecież nie przyszło z daru życia, gdybyśmy nie zostali odkupieni

Exsultet

Przyjście Zbawiciela na świat, Jego działalność, a potem męka, śmierć i zmartwychwstanie – to są najważniejsze wydarzenia w dziejach ludzkości, skoro ta została wcześniej powołana do istnienia. One sprawiają, że po patowej sytuacji grzechu, między nas ludzi, wróciła nadzieja i odtąd już nigdy nas nie opuszcza, bo nie ma i nie będzie takiej sytuacji, która przebiłaby doniosłością, ważnością, mocą te związane z życiem na ziemi Boga-Człowieka. Nieraz już w ramach #niedzielanaserio pisałem o potrzebie zmiany myślenia, perspektywy patrzenia, zasłuchania się w głębię własnego serca, by odnaleźć w nim Boga. Potrzebujemy ciągle na nowo uczyć się teologicznego myślenia. Nie jest to czynność zarezerwowana tylko dla studiujących teologię. Jest to raczej czynność właściwa osobom autentycznie modlącym się, gdzie modlitwa nie jest złudzeniem, wewnętrznym monologiem, ale rzeczywistą otwartością na to, z czym aktualnie przychodzi do mnie Bóg, przyjęciem tego i realizacją w życiu.

Myśleć po Bożemu

Myślenie teologiczne, biorące się z autentycznej modlitwy, stawia w centrum wszystkiego Pana Boga. Pozwala każde wydarzenie zobaczyć w perspektywie życia, śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa. Umożliwia nam smakowanie życia w każdym jego wymiarze i uspokaja w nas mnożenie w nieskończoność modlitw, zakupów, spotkań, relacji, obejrzanych seriali, wypitych win itd., co i tak nie nasyca naszej spragnionej duszy.

Również życie małżeńskie potrzebuje tego Bożego myślenia. Za jego brak Piotr Apostoł został srodze zrugany przez Pana Jezusa (zob. Mt 16, 21-27), bo alternatywą dla myślenia Bożego jest myślenie czysto ludzkie w którym zamiast ostatecznego dobra człowieka (świętości), liczy się doczesny zysk, poklask, korzyść… Jeśli w małżeństwie nastawicie się na taki sposób myślenia, to przegracie małżeństwo. W myśleniu „po ludzku” grozi nam, że staniemy się, jak ktoś

kto zawsze musi się porównywać lub współzawodniczyć z innymi, nawet ze swym współmałżonkiem, aż po potajemną radość z jego czy jej porażek

Franciszek, Amoris laetitia nr 109

Myślenie „po ludzku” będzie powoli zamykało osobę, kurczyło krąg bliskich jej osób, bo one wszystkie są potencjalnymi rywalami do jej własnego zysku i korzyści. Bliskim jest ten, kto zaspokaja jej potrzeby, sprawia, że czuje się dobrze. Gdy się sprzeciwi, powie coś przykrego wtedy bliskość się kończy.

Zmieniać myślenie

Jak więc uczyć się myślenia „po Bożemu” tak, by dzięki niemu zmieniać siebie, podnosić na wyższy poziom swoje małżeństwo, rodzinę, krąg znajomych, społeczeństwo…? Odpowiedzi poszukamy oczywiście w dzisiejszym Słowie Bożym (TUTAJ), bo jak mówił kiedyś św. Piotr:

Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego!

J 6, 68

Daje nam dzisiejsza liturgia kilka wskazówek. Pierwsza, którą chciałbym przywołać nawiązuje do zakończenia #niedzielanaserio sprzed tygodnia. Zachęcałem, by nazwać swoje głody i przyjść z nimi do Jezusa, który gdy dostrzega, że dwóch ludzi idzie za Nim odwraca się i pyta:

Czego szukacie?

J 1, 38

Jesteśmy na starcie publicznej działalności Jezusa, to pierwsze Jego tak bliskie spotkanie z późniejszymi Apostołami. To więc jest dobry wzór na start czegoś nowego. Być może nie było w Twoim, Waszym małżeńskim, życiu tak bliskich spotkań z Panem. Jest więc okazja, by tym razem u Niego pozostać tak jak uczynili to dwaj uczniowie Jana. W tym punkcie dobrze jest jasno określić swe oczekiwania. Zajrzeć w głąb siebie, zatrzymać się i odkryć swe wnętrze, uczyć się trwania w bliskości z Panem Jezusem, bo o to chodzi w janowym stwierdzeniu „tego dnia pozostali u Niego” (J 1, 39). Wyjawiając komuś swoje najgłębsze pragnienia wchodzę z tą osobą w bliskość, zaczynam tworzyć więź opartą o coś więcej niż np. codzienne mijanie się w pracy. O wejście w taką bliskość, opartą na głębi mego serca, chodzi w relacji z Panem.

Być może jesteś, jesteście zaznajomieni już z Jezusem. Łatwo Go rozpoznajecie, trzeba więc Wam być bardziej jak Jan Chrzciciel, który wskazuje swym uczniom na Mesjasza i pozwala im odejść od siebie. To ważny moment w życiu rodziców. By wskazać swym dzieciom na Boga, podprowadzić do Niego, ale potem zostawić, pozwolić im odejść by mogli zacząć tworzyć swą osobistą, wyjątkową relację z Panem, inną niż Wy. To też jest kwestia myślenia „po Bożemu”. Jeśli nie pozwalam swemu dziecku odejść, podejmować decyzji, popełniać błędów…, wtedy staje się ono moim zakładnikiem, zaczynam używać go zaspokojenia własnych potrzeb i blokuję jego rozwój. To może dokonywać się na różnych etapach. Gdy matka potrzebuje swe kilkuletnie dziecko wypuścić ze swych matczynych ramion, by mogło wyruszyć na poznawanie świata, naukę chodzenia, co będzie generowało jego upadki. Gdy nastolatkowi trzeba będzie pozwolić wyjść z domu na dłużej albo puścić go pociągiem na drugi koniec Polski. Gdy do dorosłego, żonatego już syna nie będzie się dzwoniło kilka razy na dzień, by mógł spokojnie budować już swoją, inną niż własnych rodziców rodzinę.

Dostrzegać

Dochodzimy tu do drugiej wskazówki, którą pokazują zgodnie Jan Chrzciciel z Ewangelii i Heli z pierwszego czytania. Jan, pośród wielu osób, które przychodziły do niego, pojawiały się nad Jordanem „zobaczył przechodzącego Jezusa” (J 1, 36). Dostrzegł Go, był wyczulony na Jego obecność. Skąd to wyczulenie się brało? Z posłuszeństwa Panu Bogu:

Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim.Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym

J 1, 32-34

Co z kolei robi Heli? Jako opiekun młodego Samuela zorientował się w tym, co działo się z młodzieńcem. Na grafikę wybraliśmy słowa

…zrozumiał, że to Pan woła…

1 Sm 3, 8

Ważne jest to zrozumienie, że to Pan woła. Ważne dla każdego z nas osobiście, bym wiedział kiedy, jak, po co woła mnie Pan. Ważne z perspektywy ludzi, którym służycie jako małżonkowie – sobie nawzajem, rodzice – dzieciom, rodzina – bliższym i dalszym krewnym, znajomym… To zrozumienie, pojęcie, że w całym życiowym galimatiasie chodzi o żywy kontakt z Bogiem, daje impuls do zejścia na głębię, myślenia „po Bożemu” i smakowania życia.

Zachęcam, by rozpoczynjący się dziś tydzień poświęcić na dostrzeganie Bożej obecności, na orientowanie się, że to Bóg mówi. Poświęcić – czyli w jakiejś mierze stracić, by ten czas był poświęcony – czyli dotknięty świętością.

Świątecznej niedzieli

ks. Maciej Dalibor,
salwatorianin

Komentarze: 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.