Nawrócenie na serio

Najpiękniejsza normalność

26 marca 2019 0 komentarzy

Do świętości – część 3

         Dziś chcemy opowiedzieć o czymś, co nie jest bezpośrednio związane z nawracaniem wielkopostnym, ale napewno było wielkim krokiem na naszej  wspólnej drodze do świętości. Św. Jana Bosko powiedział:

„świętość to najpiękniejsza normalność jaką człowiek może osiągnąć”

         Po kilkunastu latach małżeństwa, kiedy dzieci były już trochę „odchowane”, a nasze wspólne życie w miarę „uporządkowane” dowiedzieliśmy się, że proboszcz nowo powstającej w naszym sąsiedztwie parafii potrzebuje katechetów. Lekcje religii odbywały się w tych czasach w przykościelnych salkach. Żadne z nas nie miało odpowiedniego przygotowania, ale postanowiliśmy podjąć wyzwanie.

         I tak Maria rozpoczęła studium katechetyczne – dwa razy w miesiącu zajęcia w soboty i niedziele. Brzmi to dość niewinnie, ale w praktyce oznaczało, że na głowę biednego Jana spada masa nowych obowiązków. Od początku naszego małżeństwa obowiązywała bowiem niepisana umowa – bardzo niesprawiedliwy podział domowych obowiązków: Maria odpowiadała za „kuchnię”, Jan – za całą resztę codzienności (sprzątanie, pranie, prasowanie itd.). Nie był to podział tak niesprawiedliwy, jak się na pierwszy rzut oka wydaje, gdyż w czasach, gdy półki sklepowe były puste, a na wiele artykułów spożywczych obowiązywały „kartki” – nakarmienie trzech dorastających chłopców (nie licząc rodziców) nie było wcale sprawą banalną. 

         Po skończonym kursie Maria kilka lat uczyła religii – do czasu, kiedy wróciła ona do szkół. Wtedy godzenie nauczania z pracą zawodową (nawet dydaktyczną na Politechnice) stało się zbyt trudne.

         Właśnie wówczas okazało się, że w parafii potrzebny jest doradca życia rodzinnego. Ponieważ uważaliśmy, że nasze małżeństwo okrzepło już na tyle, że warto naszym  doświadczeniem podzielić się z młodymi, przygotowującymi się do małżeństwa, a Janek świetnie  radził sobie z codziennością, Maria „zaliczyła” jeszcze dwuletnie Studium Życia Rodzinnego i rozpoczęła pracę w poradni. Oczywiście wiedzą z obu kursów i doświadczeniem z pracy z dziećmi i narzeczonymi  Maria dzieliła się na bieżąco z Janem i to wpływało zwrotnie na  jakość naszego małżeństwa. Kilkuletnia praca katechetki i kilkunastoletnia praca doradcy życia rodzinnego przy pracy zawodowej (okresowo na pół etatu) była trudnym,  wspólnym nawracaniem się, bo przecież nie mogłabym z pełnym przekonaniem radzić narzeczonym „niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce” (Ef, 4,26)  gdybyśmy nie sprawdzili wcześniej w naszym małżeństwie, że jest to naprawdę niesłychanie ważne i że „praktykowanie” cichych dni bardzo szkodzi małżeńskiej miłości. Cytując często w prelekcjach dla narzeczonych wspaniały Pawłowy hymn o miłości nie byłabym przekonywująca, gdyby miłość w naszym małżeństwie nie była (a właściwie nie stawała się) coraz bardziej „cierpliwa, łaskawa …” (1Kor13). 

         Abym więc w głoszonych do narzeczonych prelekcjach nie stała się jak „miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący” musieliśmy się oboje stale nawracać – każdego dnia.  

Maria i Jan Kochman

Komentarze: 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *