Rodzinne etiudy

Rodzina, księża i o. Jordan

28 kwietnia 2021 0 komentarzy

Niedziela Dobrego Pasterza to jedna z moich ukochanych niedziel w roku. Tegoroczna jest dla nas szczególna. Żyjemy na co dzień w parafii, w której posługują księża Salwatorianie. Ten czas jest dla całej wspólnoty salwatoriańskiej wyjątkowy, ponieważ oczekujemy na ceremonię beatyfikacji Sługi Bożego Ojca Franciszka Marii od Krzyża Jordana – założyciela zgromadzeń zakonnych Salwatorianów i Salwatorianek, która będzie miała miejsce 15 maja 2021 roku w Arcybazylice św. Jana na Lateranie. 

SDS przy nazwisku

Całe nasze wspólne życie, czyli już ponad 20 lat (a mąż praktycznie od zawsze), żyjemy w salwatoriańskiej Parafii. To tu najczęściej uczestniczymy w Eucharystii, to tu były chrzczone, przygotowywały się do I Komunii nasze dzieci. Tu również syn został ministrantem, potem lektorem. Ale, po pierwsze, tu codziennie poznajemy Pana Jezusa – Dobrego Pasterza. Niedziela Dobrego Pasterza to zawsze dla mnie, oprócz modlitwy o powołania, czas wdzięczności za Kapłanów, szczególnie tych „z SDS przy nazwisku” pośród których żyjemy w naszej codzienności. To właśnie oni pomagają nam w naszym codziennych zmaganiach żyć mocą sakramentu małżeństwa.

Dla mnie samej nasza Parafia stała się miejscem bardzo osobistego Spotkania z Panem Jezusem, już w dorosłym życiu i coraz głębszego poznawania Go. To co jest dziś dla mnie niesamowicie cenne, to fakt, że po wielu latach poszukiwań i tułaczki, właśnie tu uczyłam się na nowo Żywego Kościoła, Kościoła w którym są relacje, które pomagają budować tę Najważniejszą Relację – z Panem Jezusem. W bardzo wielu trudnych momentach naszego rodzinnego życia nie byliśmy sami. Doświadczyliśmy bardzo pięknie zwyczajnej, troski duszpasterskiej w naszych codziennych problemach: wysłuchania, przyjęcia z tym wszystkim, co dla nas ważne. Poznaliśmy uniwersalizm, który cechuje Zgromadzenie Salwatorianów, wszystkimi środkami i każdy według własnego talentu, zabiegających z gorliwością o zbawienie dusz. A działo się to naprawdę wszelkimi sposobami, jak choćby wtedy, kiedy moja Mama ciężko chorowała i nawet nie musiałam o to prosić, bo Księża sami proponowali, że przyjdą do niej z sakramentami, ale to również oni pomagali nam podnosić ją, gdy bardzo niebezpiecznie upadła po ciężkiej operacji kręgosłupa. Czy jak wtedy, gdy bardzo zmęczeni tempem prac, musieliśmy na czas przeprowadzić się do nowego mieszkania, a Ksiądz, który przyszedł je poświęcić, po wspólnej modlitwie, ściągnął habit, zakasał rękawy i skręcał stół, przy którym dzisiaj piszę oraz wiercił otwory w ścianach na półki.

To również tutaj, kiedy wielu małżonków o to prosiło, powstała nasza wspólnota małżeństw, która stała się dla nas bardzo ważnym miejscem dojrzewania w wierze, spotkania z innymi parami, poszukującymi jak my czegoś więcej. W końcu w 2014 roku właśnie w parafii pw. NMP Matki Zbawiciela na warszawskim Mokotowie narodziła się i rozwija cały czas inicjatywa Tak na Serio. Piękne jest to, że była ona bardzo konkretną odpowiedzią na potrzebę wyrażoną przez młodych ludzi, studentów z duszpasterstwa akademickiego. Dzięki Salwatorianom uczyłam się tego, że potrzebujemy siebie nawzajem na drodze do świętości: świeccy i konsekrowani, małżonkowie i kapłani. 

Dziedzictwo o. Jordana

Kiedy dziś, u progu beatyfikacji Ojca Jordana, czytam jego Dziennik Duchowy czy różne przemówienia, bardzo porusza mnie fakt, że Ojca Jordana nie poznawałam na konferencjach, odczytach, wykładach czy czytając naukowe artykuły, ale przez przykład życia jego Duchowych Synów. Z perspektywy lat życia w salwatoriańskiej parafii zachwyca mnie dziś, gdy czytam te zapiski jak żywa i aktualna jest spuścizna duchowa Założyciela Zgromadzenia i jak piękne jest to, że poznajemy ją w praktyce, w konkrecie życia i sami nią przesiąkamy. Podczas tegorocznego wielkiego postu Salwatorianie z Wyższego Seminarium Duchownego w Bagnie przygotowali codzienne rozważania Słowa Bożego oparte na myślach Ojca Jordana. Codziennie na karteczce zapisywałam sobie jedno słowo klucz z danego dnia. Te same słowa powracają w Dzienniku Duchowym i w jego Przemówieniach. Ich właśnie uczę się codziennie przez przykład życia naszych Księży, który zresztą był dla Sługi Bożego też niezwykle ważny i fascynuje mnie jak bardzo te wartości są potrzebne dziś, również nam w naszym małżeńskim powołaniu, jak bardzo jest to wszystko uniwersalne. Bo czy nie potrzebujemy w naszych rodzinach: modlitwy, gorliwości o zbawienie, służby, pokory, wiary, cierpliwości, posłuszeństwa, wdzięczności, łagodności, ufności, wyrozumiałości, czy miłości bratniej?

Kiedy myślę dziś o tym, co z nauczania Ojca Franciszka Jordana najmocniej naznaczyło moją osobistą duchową drogę, na gorąco przychodzi mi kilka słów.

Po pierwsze: modlitwa.

Kto chce dokonać wielkich rzeczy, musi być człowiekiem modlitwy

o. Franciszek Maria od Krzyża Jordan

To od Salwatorianów uczyłam się na nowo modlitwy, ufnej, wytrwałej, takiej bardzo na serio. Nie klepania paciorków (choć często wraca mi, jak jeden z naszych księży powiedział mi kiedyś, żeby swojej modlitwy na wcześniejszym etapie życia nie oceniać, że Pan Bóg wie, co z nią zrobić.) Modlitwy codziennej, nieustannej, przenikającej całe życie. Modlitwy jako spotkania z Bogiem, pełnego akceptacji i przyjęcia z takim stanem serca  w jakim w danym momencie jestem. „Rozważmy ten  potężny środek i nie zaniedbujmy go! Korzystajmy z niego tak często, jak tylko możemy, we dnie i w nocy, przy pracy i gdzie tylko można. Modlić się! Zawsze się modlić!”

Słowem, które nieodłącznie kojarzy mi się z Ojcem Jordanem jest również:

pokora

Przez ostatnie lata modlitwą bardzo bliską mojemu sercu stało się: „Jezu cichy i serca pokornego, uczyń serce moje według Serca Twego”. Jak bardzo potrzebujemy w naszym rodzinnym życiu pokory.

Nasze prace są daremne, jeżeli nie mamy pokory. Prace, które nie mają fundamentu, są narażone na niebezpieczeństwo upadku. A zatem, na pierwszym miejscu magna humilitas! Przez nią ściągamy ku sobie łaskę Bożą. Tak jak doliny zbierają deszcz, podobnie pokorni łaskę. Na górach woda się nie utrzyma.

o. Franciszek Maria od Krzyża Jordan

Kolejną bardzo ważną dla Sługi Bożego sprawą była

wierność w malych rzeczach

Bez niej trudno w codziennym życiu domowym, które przecież składa się ze spraw bardzo drobnych i zwyczajnych. Ostatnio obierając ziemniaki na obiad rozmyślałam nad Jordanowymi słowami

Kto jest wierny w małym, ma blogosławieństwo Boże w swojej pracy i już na tym świecie będzie szczęśliwy. Kto jednak w małym nie jest wierny, wystawia się na niebezpieczeństwo, nie tylko popadnięcia w w wielkie błędy, lecz także utratę swego powołania.

o. Franciszek Maria od Krzyża Jordan

W salwatoriańskiej parafii uczę się też codziennie takiej na dobre i na złe

miłości do Kościoła

Tu naprawdę doświadczyliśmy, że Kościół jest naszym Domem, że bardzo go jako rodzina potrzebujemy. Lubię wracać do słów z Duchowego testamentu Ojca Jordana, który zwracał się do swoich braci:

Bądźcie zawsze prawdziwymi i wiernymi synami świętej Matki, Kościoła rzymskiego, i uczcie, czego on uczy, wierzcie, w co on wierzy, odrzucajcie zawsze, co on odrzuca!

o. Franciszek Maria od Krzyża Jordan

Również w naszym malutkim kościółku, od mojego ówczesnego spowiednika, uczyłam się

umiłowania Krzyża

To jest jedna z najpiękniejszych lekcji, za którą mam w sercu cały czas wdzięczność. Założyciel Zgromadzenia Salwatorianów w Dzienniku Duchowym, opisując swoje imię pisał:

Jan Maria od Krzyża to znaczy: krzyż jest twoim życiem, krzyż jest twoim zbawieniem, krzyż jest twoją koroną, krzyż jest twoją chlubą, krzyż jest twoją nadzieją, krzyż jest twoją tarczą, krzyż jest twoją obroną, krzyż jest twoim udziałem, krzyż jest twoją radością.

o. Franciszek Maria od Krzyża Jordan

I w końcu:

wdzięczność

W tę Niedzielę Dobrego Pasterza mam w sercu ogromną wdzieczność za dzieło życia Ojca Jordana, za obecność jego Duchowych Synów w naszym życiu. Za wszystko co otrzymujemy, czego się uczymy, że możemy być członkami salwatoriańskiej rodziny. 

Zatem starajcie się bardzo o to, żebyście byli wdzięczni Bogu i tym wszystkim, wobec których macie zobowiązania. Nie dopuśćcie nigdy do tego, żeby wasze serce opanowała wada zwana niewdzięcznością. (…)Proszę was: bądźcie wdzięczni Bogu, waszym przełożonym, waszym dobrodziejom i w ogóle wszystkim. To sobie postanówcie, żeby przez całe życie okazywać się głęboko wdzięczni.

o. Franciszek Maria od Krzyża Jordan

Dziękuję.

Zuzanna
Zychowicz-Skrzecz

Komentarze: 0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *