Rodzinne etiudy

Przyjąć z miłością i po katolicku wychować

17 września 2019 1 komentarz

Kiedy z Mężem podejmowaliśmy decyzję duchowej pielgrzymki, zerkałam na facebooku, jak Iwona i Maciej z Powołanych do Świętości wyruszali na Jasną Górę i odpowiadali na częste pytanie czy pielgrzymować z dziećmi. Dla mnie, żony i mamy, to pasjonujący temat: dziecięca duchowość  i wspólnota na tej drodze, wzajemne towarzyszenie rodziców i dzieci. Kiedy już podjęliśmy decyzję, rzuciłam dzieciom (10 i 13 lat) pomysł wspólnego przeżycia tego czasu. Nie byli specjalnie zaskoczeni, ponieważ też bardzo zwróciło ich uwagę świadectwo pielgrzyma grupy Zielonej, poza tym wielokrotnie już wcześniej przyjmowaliśmy takie „zaproszenia od Pana Boga”.  

W wakacje trudno o rutynę, byliśmy akurat wtedy w domu, ale każdy dzień wyglądał inaczej, wiadomo było, że nie ma sensu mnożyć wyzwań, postanowień, tylko warto podjąć się tego, co uda się zrealizować.

Dzieci, tak jak i my, wzbudziły w sercach intencje, w jakich chciały świadomie ofiarować ten czas.

Najważniejszym momentem każdego dnia było nasze rodzinne spotkanie przy stole ze Słowem Bożym. Ja rano czytałam sobie rozważania o. Groszewskiego SJ, przeznaczone dla dorosłych, z książeczki duchowego pielgrzyma, podkreślałam myśli zrozumiałe dla dzieci i przygotowywałam się do naszej wieczornej modlitwy. Każdego wieczoru siadaliśmy razem, czytaliśmy Ewangelię z dnia, fragmenty rozważań wraz z moim komentarzem przełożonym na prostszy język i sytuacje bliższe dzieciom. Tematy były bardzo uniwersalne: powołanie (które my „aktualizujemy” cały czas, a równocześnie modlimy się, by oni rozeznawali swoje z Panem Bogiem, by uczyli się słuchać Jego głosu w sercu i rozpoznawać go w codzienności), droga, wyzwania na tej drodze, strach, wspólnota, obdarowanie, wdzięczność, kryzysy, przebaczenie – to rzeczy, które dzieci tak samo odnajdują na swojej drodze, jak my w dorosłym życiu. Dzieliliśmy się myślami, przychodzącymi nam po lekturze Słowa Bożego, które rzucało światło na wydarzenia mijającego dnia, a potem oddawaliśmy to wszystko na modlitwie razem dziękując, przepraszając, prosząc.

Zależało nam też na tym, żebyśmy wszyscy czworo zakończyli pielgrzymkę spowiedzią i 15 sierpnia dotarli razem do Maryjnego Sanktuarium, a po drodze uczestniczyli w Eucharystii również w dni powszednie, jeśli to było możliwe.

Tak się złożyło, że zbieram te myśli na początku Tygodnia Wychowania, który rozpoczął się właśnie w Kościele w Polsce. Nasze dzieci mają dziś 11 i 13 lat. Zaproszenie do duchowej pielgrzymki przyjęły z łatwością, co w tym wieku nie byłoby pewnie łatwe, gdybym nagle „wyskoczyła” do nich z czymś niezrozumiałym, obcym, przekraczającym granice ich intymności, bo przecież modlitwa, nawet jeśli we wspólnocie rodzinnej, jest zawsze przeżyciem bardzo osobistym.  Jednak #modlimysięrazem od kiedy dzieci były maleńkie.

Rodzinna modlitwa jest dla nas czymś naturalnym…

…codzienną rodzinną rozmową w Obecności Pana Boga, wspólnym wyrażaniem wdzięczności, miłości dla Niego, dzieleniem Słowem, oddawaniem problemów, konfliktów, szukaniem rozwiązań, proszeniem o pomoc, próbą odnajdywania Pana Boga w codziennych, maleńkich wydarzeniach. 

Podczas liturgii sakramentu małżeństwa kapłan pyta narzeczonych: „Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym Bóg Was obdarzy?” – zobowiązujemy się do tego bardzo Tak na Serio jako małżonkowie.

Bierzemy na siebie odpowiedzialność za życie w wierze naszych dzieci.

Ponawiamy to również bardzo uroczyście podczas ich Chrztu Świętego. Czy jednak potem zawsze o tym pamiętamy? Języki obce, sporty, mnóstwo innych zajęć edukacyjnych, by zapewnić rozwój naszych dzieci. A czy tak samo dbamy o ich życie wiarą? Ona przecież każdego dnia powinna się rozwijać, trudno, żeby trzynastolatek zatrzymał się na modlitwie dwulatka. Bardzo często w moim powołaniu żony, mamy, mamy chrzestnej wraca do mnie prosta i tak bardzo prawdziwa myśl:

nie dasz, czego nie masz.

Wiara jest relacją. Nasze dzieci uczą się jej w relacji z nami. Uczą się odkrywania Obecności Pana Boga w ich codziennym życiu, ale bardzo nas do tego potrzebują. Żaden najlepszy katecheta nie zastąpi nas rodziców w tej roli. Jeśli my jako małżonkowie nie będziemy pielęgnować naszej relacji z Panem Bogiem, ciągle jej rozwijać, przeżywać każdego rodzinnego dnia naturalnie, w radości, razem z Nim, wtedy religijność naszych dzieci może sprowadzić się do przedmiotu w szkole, zbioru zasad, teorii, ideologii, a nie codziennego, pięknego życia wypełnionego Bożą Miłością w każdym maleńkim wydarzeniu. Wiara nigdy nie jest tylko sprawą prywatną, a szczególnie dotyczy to rodziny. Odpowiadamy za siebie nawzajem. Jeśli nie będziemy dbać o naszą relację z Panem Bogiem poprzez modlitwę, życie sakramentalne, formację, nie będziemy w stanie wypełnić tego, co po prostu przyrzekliśmy podczas liturgii sakramentu małżeństwa. 

Dzieci mają w sobie bardzo naturalną potrzebę relacji z Panem Bogiem, niezmąconą jeszcze grzechem, nie kombinują tak jak my dorośli, wiele rzeczy przyjmują z ogromną prostotą. To co mnie zachwyca jako mamę, to wzajemność tej relacji. Jak pisał jakiś czas temu Papież Franciszek na swoim Twitterze:

Rodzina jest miejscem, gdzie rodzice stają się dla swoich dzieci pierwszymi nauczycielami wiary

I tak na pewno jest, równocześnie jednak my też na każdym kroku uczymy się czegoś od naszych dzieci, to jest wzajemne obdarowanie. To z nimi kiedyś tak naprawdę uczyliśmy się modlić razem, spontanicznie naturalnie wyrażać zachwyt, miłość, wdzięczność, kiedy wcześniej modlitwa małżeńska była dla nas czymś trudnym, nie mieliśmy takiego nawyku z rodzinnych domów, nie było łatwo się przełamać. Chrzty, Pierwsze Komunie naszych dzieci były czasem bardzo rodzinnym, przeżywanym razem, a dla nas okazją odkrywania na nowo mocy tych Sakramentów w naszym życiu.

Pielgrzymka z dziećmi to jest temat, który budzi w moim sercu mnóstwo radości i zachwytu i wiele myśli jeszcze przychodzi, ale może na zakończenie podzielę się szczególnie mi bliskim wspólnym poznawaniem Pana Boga, jakim jest czytanie razem Biblii. Dziś drogowskazem podczas naszej wspólnej pielgrzymki przez życie jest Słowo Boże, tak jak to było podczas sierpniowego pielgrzymowania. Nie było tak jednak zawsze. Tak na Serio zaczęliśmy czytać Biblię właśnie z naszym synem, kiedy miał 6 lat i przygotowywał się do Wczesnej Komunii Świętej. Na początku były to Biblie dla dzieci, które czytaliśmy potem jedna po drugiej. Tę pierwszą pamiętam bardzo dobrze: „Dobry Bóg mówi do nas – Pismo Święte dla dzieci” biskupa Antoniego Długosza. Krótkie fragmenty Starego i Nowego Testamentu wzbogacone są w niej przykładami z dziecięcego codziennego życia – takie dziecięce Lectio Divina. Podczas tej wspólnej lektury po raz pierwszy zachwyciliśmy się razem Pismem Świętym, zaczęliśmy odkrywać, że tak po prostu, codziennie, osobiście mówi do nas Pan Bóg, że Jego Słowo zawsze jest na Dziś. Nasze dzieci traktują dziś Słowo Boże bardzo osobiście, do tego stopnia, że ostatnio córka oznajmiła nam, że jeśli kiedyś będzie miała syna, to będzie on miał na imię Izaak, „ponieważ chce, żeby jej syn miał na imię Śmiech – koniec, kropka”.   W ostatnich akapitach, może niezbyt literacko powtarzało się słowo ZACHWYT, ale nie umiem go zastąpić żadnym innym, bo takie jest dla mnie duchowe pielgrzymowanie z naszymi dziećmi.

Ps. A jeśli ktoś nie wie, czym jest Lectio Divina… o tym już w kolejnych rodzinnych etiudach.

Zuzanna Zychowicz-Skrzecz

Komentarze: 1

Jedna odpowiedź do “Przyjąć z miłością i po katolicku wychować”

  1. EMILIA pisze:

    Piękne ❤️❤️❤️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.