Rodzinne etiudy

Kochać słuchając

30 września 2019 0 komentarzy

Rozpoczęłam ten dzień i cały nadchodzący tydzień poranną Mszą Świętą. Oddając Panu Bogu wszystko co mam do zrobienia, co przede mną, prosiłam Go również o światło, jak, co mogę napisać o Tym, czym bardzo bym się chciała podzielić, co jest dziś w moim życiu żony, mamy tak na serio cenne, ważne, bliskie, a równocześnie tak codzienne, czyli o Słowie Bożym. I choć już wcześniej czytałam Słowo z dnia, to podczas tej Eucharystii bardzo mocno usłyszałam zdanie: „Uważajcie więc, jak słuchacie.” (Łk 8, 18). Kiedy po powrocie do domu sięgnęłam po Pismo Święte, przypomniałam sobie, że słowa z dzisiejszej Ewangelii z dnia poprzedza „Przypowieść o siewcy” (Łk 8, 4-15) – Siewca wychodzi siać ziarno, a tym ziarnem jest Słowo Boże. 

Centralnym punktem każdego dnia naszej sierpniowej, rodzinnej, duchowej pielgrzymki było wieczorne spotkanie przy stole, ze Słowem Bożym. Po modlitwie – stanięciu razem w obecności Pana Boga, zaproszeniu Go, by był razem z nami, by to On prowadził to Spotkanie, słuchaliśmy razem Ewangelii z dnia. Potem dzieliliśmy się tym, co każde z nas usłyszało. To doświadczenie pomaga zrozumieć, że Pan Bóg przez Słowo do każdego mówi osobiście, ponieważ najczęściej każdy zwraca uwagę na co innego. Następnie rozmawialiśmy o wydarzeniach mijającego dnia i jak widzimy je w świetle usłyszanego Słowa. Choć każde z nas coś mówiło, to najważniejsze w tym Spotkaniu było SŁUCHANIE. Najpierw słuchamy Bożego Słowa. Dzięki temu, że cala nasza rozmowa odbywa się w przestrzeni modlitwy, bardzo cenne, ważne, ale też dające poczucie bezpieczeństwa i pozwalające się otworzyć jest to, że każdy mówi o tym, co rodzi się w jego sercu, co go poruszyło, co jest dla niego ważne, a reszta rodziny słucha, nie komentuje, nie ocenia, nie odnosi się – wysłuchuje i mówi tylko o swoich poruszeniach. By to w ogóle było możliwe, bardzo dbaliśmy, by się zatrzymać, wygospodarować miejsce (nasz stół), czas (każdego wieczoru) i ciszę (odłożyć wszystkie zajęcia, „rozpraszacze”, telefony, by nic nam nie przeszkadzało), bo te warunki mają ogromny wpływ na to, jak słuchamy. 

  W dzisiejszym pędzie, hałasie, przebodźcowaniu często gubimy umiejętność słuchania. Spieszymy się, prześlizgujemy po powierzchni wydarzeń, przekrzykujemy. Każdy próbuje powiedzieć swoje, przebić się. Spotkanie ze Słowem Bożym jest jedną, wielką lekcją słuchania: Pana Boga, siebie samego – tego co się dzieje w moim sercu oraz drugiego człowieka.  „Uważajcie więc, jak słuchacie” – bo nie wystarczy słuchać, trzeba jeszcze usłyszeć. Usłyszeć Słowo, usłyszeć siebie, usłyszeć drugiego człowieka: męża, dziecko, przyjaciela. Usłyszeć, czyli PRZYJĄĆ. Myślę, że chyba każdy z nas tęskni za wysłuchaniem, za tym, że ktoś się zatrzyma, poświęci mi czas, zauważy, pozwoli mi nazwać, wyrazić to co się we mnie dzieje, czyli po prostu przyjmie mnie z tym wszystkim, co się we mnie w tym momencie dzieje.  

Ważne by nasze relacje w małżeństwie, w rodzinie były miejscem, gdzie umiemy siebie słuchać. A tego uczymy się w codziennym doświadczeniu, dobrze tę umiejętność rozwijać, by móc pielęgnować piękne, dobre relacje. Skoro wiara jest relacją, to żeby ją rozwijać potrzebujemy słuchać, bo przecież, jak mówi św. Paweł „wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś co się słyszy jest Słowo Chrystusa” (Rz 10, 7). Słuchając – przyjmując Słowo Boże, przyjmujemy Pana Jezusa w naszej rodzinie, w naszym domu, przy naszym stole, w naszym sercu i w ten sposób każdego dnia budujemy relację z Nim. Pozwalamy by ziarno Słowa nie spadło między ciernie, ale na glebę żyzną i nasza relacja z Panem Jezusem rozkwitała i owocowała. Tak samo z drugim człowiekiem: żoną, mężem, dzieckiem, by nasze relacje tak na serio owocowały, najpierw potrzebujemy uczyć się siebie słuchać nawzajem, ale też tego, co dzieje się w naszych wnętrzach.

To nie jest łatwa lekcja, ale jak w każdej dziedzinie najlepszym Nauczycielem jest sam Pan Bóg. Ja sama zawsze dużo mówiłam i w pewnym momencie potrzebowałam się zderzyć z trudną prawdą o sobie, że nie umiem słuchać, nigdy się tego po prostu nie nauczyłam. Najlepiej uczymy się przez przykład i doświadczenie, po prostu w życiu. Już będąc dorosłą, w małżeństwie odkryłam, że tak naprawdę wcześniej w moim życiu jako dziecko, młoda dziewczyna, nie miałam obok siebie kogoś, kto by umiał mnie słuchać, pomógł wyrażać siebie, doświadczyć tego przyjęcia, o którym pisałam wcześniej, tak po prostu, z tym co we mnie jest. Jeśli się tego nie nauczymy, potem trudno jest nam słuchać innych, słuchać Pana Boga, słuchać nas samych, bo prostu tego nie znamy. 

Dziś jestem bardzo wdzięczna Panu Bogu, że we właściwym czasie postawił na mojej drodze spowiednika – kierownika duchowego, po prostu człowieka, poprzez którego pokazał mi, co to znaczy prawdziwie słuchać, jak bardzo sama potrzebuję bycia wysłuchaną i jak bardzo potrzebują tego moi bliscy. Wymagało to pokornego zatrzymania się, stanięcia w prawdzie o sobie, przyjęcia tego, że często nie umiem się wyciszyć, zatrzymać, że nie słyszę tego, co się dzieje we mnie samej, a bez tego nie da się usłyszeć tym bardziej głosu Pana Boga, ani drugiego człowieka. Dziś myślę, że słuchanie jest jednym z piękniejszych wyrazów miłości, za którym często bardzo tęsknimy i którym możemy obdarować małżonka, nasze dzieci. Sama uczę się go codziennie i dziś widzę, jak jest ono konieczne by budować dobre relacje w małżeństwie, rodzinie i by doświadczyć w tych relacjach działania Pana Boga, przyjąć Jego Słowo i pójść dalej. W końcu Starotestamentowe Przykazanie Miłości zaczyna się od słów „Słuchaj Izraelu”. 

Czego jeszcze uczę się w Spotkaniu ze Słowem Bożym, o tym już w kolejnych etiudach.

Zuzanna Zychowicz – Skrzecz

Komentarze: 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.