Rodzinne etiudy

Adwentowe tęsknoty

3 grudnia 2019 0 komentarzy

Kiedyś, jeszcze w szkolnych czasach, miałam w domu pocztówkę, którą bardzo lubiłam, w końcu gdzieś się zgubiła przy przeprowadzkach, ale bardzo długo ją przechowywałam ze względu na napis:

Oczekiwanie wyznacza godziny radości w moim życiu

Dziś myślę o niej z sentymentem. Zawsze czekałam na Święta, ale to oczekiwanie było inne niż dziś. Była w nim na pewno wielka tęsknota, ale też spore zagubienie. Zakupy, porządki,  prezenty,  dekorowanie mieszkania, lista potraw, gości, kto kiedy, gdzie. Wszystko niby ważne i składające się na atmosferę tych Świąt, bo przecież dla innych, żeby sprawić radość, bo ktoś to musi zrobić, kto jak nie żona, mama. 
Aż przyszedł ważny dla mnie rok, kiedy wszystkie plany zaczęły się sypać,  na każdym kroku wydarzało się coś trudnego, a sytuacja wymykała się spod kontroli. I wtedy w Adwencie, usłyszałam słowa

Pozwól się Panu Bogu zaskoczyć, otwórz, swoje serce tak bardzo, żeby to On przyszedł że swoją łaską, a nie ty że swoimi planami narzucaj się Jemu.

I powolutku zaczęło do mnie docierać, jak bardzo w tym wszystkim kręcę się wokół siebie, wokół tego co JA mam zrobić przed tymi Świętami,  jak JA mam uszczęśliwić, niemalże zbawić cały Świat.  

Często mówi się, że człowiek dziś nie umie czekać,  że wszystko chce mieć natychmiast – „pokolenie instant”. Z drugiej jednak strony potrafimy uciekać w marzenia o przyszłości, przegapiając to co się dzieje tu i teraz. Na początku Adwentu czytamy jedno z moich ukochanych czytań z Proroka Izajasza – Iz 11, 1- 10. Obraz w nim przedstawiony budzi ogromną tęsknotę:

Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą pospołu i mały chłopiec będzie je poganiał.

Dla wielu rodzin czas Adwentu, to czas wzmożonego wysiłku, często nerwowości, zmęczenia i pośpiechu. Raczej daleki od harmonijnego obrazu u Izajasza. Sama chciałam zacząć go zupełnie inaczej, „idealnie”, z porządkiem w domu, postanowieniem,  że będziemy kłaść się wcześniej spać,  żebyśmy wyspani wstali na roraty, z własnoręcznie przygotowanym kalendarzem, pomysłem na rodzinną modlitwę adwentową. Tymczasem koniec roku liturgicznego zaskoczył nas intensywnością wydarzeń w domu, pracy, obowiązków szkolnych dzieci i ich zmęczeniem, a jednocześnie ogromnym pragnieniem, żeby tego Adwentu nie przegapić, nie musieć korzystać z ofert rekolekcji „last minute”. 
W tym całym zamieszaniu balsamem na duszę okazał się werset Ewangelii pierwszego wtorku Adwentu

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom.

Zdanie to przypomniało mi ważne słowo: prostota. I chwilę później

Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli.

Adwent rozpoczęliśmy w jego wigilię,  wieczornym  Czuwaniem przed Najświętszym Sakramentem, łatwo jest czuwać w takich warunkach, w kaplicy, na modlitwie, której towarzyszą piękne rozważania, pieśni i cisza. Znacznie trudniej w zgiełku codziennych wydarzeń i jesiennych szarugach. Ale przecież to one właśnie tworzą nasze dziś i w nich chce się narodzić Pan Jezus. Może właśnie o to chodzi, by z prostotą przyjąć własne zagubienie w grudniowych ciemnościach i podążać za światełkiem pragnienia w sercu. Ucieszyć się tym, że nie udało mi się zrobić kalendarza adwentowego dla naszej rodziny, ale że dostaliśmy go od przyjaciół. Że nasze pierwsze zadanie: „zrób wieniec adwentowy” skończyło się czterema świeczkami związanymi czerwoną kokardą i włożonymi do słoiczka po dżemie, obok którego stoi drugi „słoiczek radości” , do którego wrzucamy karteczki z zauważonym każdym maleńkim powodem do radości. Że w pierwszy adwentowy poniedziałek spotkałyśmy się z koleżanką córki i jej mamą w domu, przy stole i mimo wizyty panów ze spółdzielni obtłukujacych balkony, szczekającego psa, nie odwołałyśmy tego spotkania, ale czytałyśmy razem rozdziały Biblii o tych, którzy czekali na Narodziny Pana Jezusa przed nami, w Starym Testamencie i razem przygotowywałyśmy nasze słoiczki radości pomiędzy pracą domową z matematyki, a przygotowaniem do kartkówki z angielskiego, pośród  kartonów i worków nieuprzątniętych po przemeblowaniu. Ale kiedy na koniec odmawiałyśmy razem dziesiątkę różańca, kontemplując Tajemnicę Zwiastowania, to izajaszowy obraz „krowa i niedźwiedzica przestawać będą z sobą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę” stawał się coraz bliższy, a oczy coraz szczęśliwsze.


Może warto w Adwencie tak po prostu dać się poprowadzić za światełkiem tęsknoty, czujnie zbierając radości do słoika po ogórkach kiszonych obklejonego aniołkami? 

Komentarze: 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.