Droga Światła

Stacja IV – Zmartwychwstały Pan ukazuje się uczniom na drodze do Emaus. 

2 maja 2022 0 komentarzy

 

Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało». Zapytał ich: «Cóż takiego?» Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli».
Na to On rzekł do nich: «O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

Łk 24, 13 – 27

Panie Jezu, jak często w naszej małżeńskiej codzienności toczymy rozmowy podobne do tych, które prowadzili dwaj uczniowie idący do Emaus. Bo przecież nieraz dopada nas rozczarowanie. Zawiedzione oczekiwania pokładane w sobie, w małżonku sprawiają, że w sercu pojawia się smutek, a w głowie myśli „a myśmy się spodziewali” albo prozaiczne, jak w słowach popularnej kiedyś piosenki:

A miało być tak pięknie; miało nie wiać w oczy nam; I ociekać szczęściem; Miało być: sto lat! sto lat!

Karmiąc się tymi myślami, wyobrażeniami o łatwym szczęściu, mając oczy na uwięzi naszych projekcji tak często nie umiemy zauważyć Ciebie Zmartwychwstałego, idącego cały czas z nami drogą naszego powołania.  
Tak bardzo potrzebujemy wtedy nie zatrzymywać się na powierzchni wydarzeń, ale spojrzeć na nie z innej perspektywy, perspektywy Twojego słowa. Czasem jednak zasklepiamy się w tym doświadczeniu, rozżaleniu tak mocno, że nie umiemy już inaczej rozmawiać. Oczy uczniów idących do Emaus zaczęły się powoli otwierać, kiedy Ty, towarzysząc w drodze, zacząłeś tłumaczyć im Pisma.

My też bardzo potrzebujemy w naszym małżeńskim życiu takiego towarzyszenia. Duszpasterzy, kierowników duchowych, spowiedników, przewodników wspólnot, którzy otwierają nam oczy na Twoje słowo, uczą nas modlić się, czerpać z łaski sakramentu małżeństwa. Mamy ogromną wdzięczność za takich cichych towarzyszy na naszej drodze, którzy są dla nas ogromnym wsparciem, potrafią wysłuchać nas z tym wszystkim, co się w nas dzieje i pomagają zauważyć Twoją obecność. To bardzo cenne i życiodajne doświadczenie. Dziękujemy Ci Panie za te osoby i prosimy umacniaj je codziennie swoją miłością.

Komentarze: 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.